Zamiast 3 złotych i 20 groszy, prawie 42 złote - tyle muszą płacić astmatycy za jeden z proszków do inhalacji. W aptekach brakuje bowiem tańszych zamienników leku, choć te - zgodnie z listą refundacyjną - powinny być dla nich dostępne od 1 marca.

Na listę refundacyjną trafił w końcu ubiegłego roku fingolimod, nowoczesny preparat dla osób chorych na stwardnienie rozsiane. Jednak przez opieszałość Narodowego Funduszu Zdrowia chorzy nadal nie mają dostępu do tego leku - informuje "Dziennik Polski". czytaj więcej

Posłuchaj rozmowy naszego reportera z chorym na astmę panem Piotrem z Wejherowa

Chodzi o środek stosowany przy astmie oskrzelowej lub obturacyjnej chorobie płuc. Wpisanie na listę leków refundowanych tańszych zamienników obniżyło limit refundacji na oryginalny lek. Tym samym podniosło jego cenę dla pacjentów do 41,77 złotych. Za 3,20 zł pacjenci mogą kupić dwa zamienniki. To jednak tylko teoria.

Niestety muszę stwierdzić, że dostępność tych leków jest bardzo mała. Do tej pory nam nie udało się zakupić ani jednego opakowania, mimo codziennych pytań skierowanych do hurtowni. To są hurtownie mające zasięg ogólnopolski, spółki notowane na giełdzie, obsługujące bardzo dużą ilość aptek - mówi Olaf Woźniak, kierownik jednej z aptek w Gdyni.

Resort zdrowia problemu nie widzi, choć dostał informację o trudnościach z kupnem tańszych zamienników. Otrzymaliśmy jedynie dwa zgłoszenia związane z problemem z nabycia tych leków. Po jednym zgłoszeniu od apteki i pacjenta indywidualnego. W obu przypadkach zapewniona została możliwość nabycia jednego z wymienionych leków -  tłumaczy Krzysztof Bąk, rzecznik ministra zdrowia. Dodaje, że dostępność obu tańszych zamienników jest stale monitorowana, a pracownicy ministerstwa co tydzień zbierają raporty o tym, ile opakowań trafiło na rynek. Z informacji nadsyłanych przez podmioty odpowiedzialne za oba leki wynika, iż liczba wprowadzonych do obrotu opakowań tych leków stale wzrasta i jednocześnie stanowi pełne pokrycie zgłaszanego przez hurtownie farmaceutyczne zapotrzebowania - tłumaczy Krzysztof Bąk, rzecznik ministra zdrowia.

Co innego usłyszeliśmy w hurtowniach farmaceutycznych. Oba wymienione preparaty są tak zwanymi deficytami - mówi Tomasz Osadowski rzecznik prasowy PGF - Hurt Sp. z o.o. Tam dostawa jednego z leków odbyła się na początku kwietnia, druga - w niewielkiej ilości - wczoraj. Niemniej jednak ilości dostarczanych przez producenta opakowań każdorazowo są znikome w stosunku do zamówień zgłaszanych przez apteki - komentuje Osadowski.

U największego hurtowego dystrybutora leków w Polsce jednego z preparatów nie ma w ogóle. Drugi jest -  tylko w jednej z trzech dawek - w ilości nieco przekraczającej pół tysiąca sztuk. Leki te są nowe na polskim rynku, a zarazem są nowością na listach refundacyjnych. Z informacji od producenta wiemy, że cała ich produkcja jest rozdzielana pomiędzy różnych dystrybutorów, tak aby wszystkie apteki miały równą możliwość dostępu do tych leków. Rzeczywiście nie zaspokaja ona w pełni zapotrzebowania pacjentów, ale z informacji, jakie otrzymujemy od producentów wynika, że dokładają oni wszelkich starań, aby problem dostępności preparatów jak najszybciej rozwiązać i na bieżąco dosyłają nam uwalniane serie produktów - mówi Beata Korzeniewska, rzecznik Prasowy grupy NEUCA.

Cała sytuacja stwarza pacjentom same kłopoty. Jeśli mają receptę na tańszy zamiennik, oryginalny lek mogą kupić tylko za 100 procent ceny, bez żadnej refundacji, czyli za niemal 170 złotych. Lekarze byli poinformowani o tym, że te leki będą dostępne i te recepty się pojawią. Szacuję, że nasze zapotrzebowanie to jest około 40-50 opakowań w ciągu miesiąca - mówi Woźniak. Najczęściej chorzy wracają więc do lekarza po nową receptą, by ostatecznie zapłacić za lek i tak prawie 40 złotych więcej niż jeszcze 2 miesiące temu.