"Ona skoczyła, zostawiła telefon na górze i skoczyła, to było celowe" - mówi reporterowi RMF MAXXX 30-letnia Aleksandra Nowicka, która w Krakowie wyciągnęła dziewczynę z Wisły. Policja wyjaśnia, czy faktycznie była to próba samobójcza.

Most Dębnicki w Krakowie /Przemysław Błaszczyk /RMF MAXXX

Około godz. 13:00 dyżurny otrzymał zgłoszenie, że ktoś skoczył z mostu Dębnickiego do Wisły. Skierowaliśmy tam policjantów z Komisariatu Wodnego, podpłynęli motorówką. Okazało się, że w pobliżu przejeżdżała też 30-letnia kobieta na rowerze, ona wskoczyła do tej lodowatej wody i wyciągnęła poszkodowaną. Uratowała ją -  wyjaśnia mł. insp. Sebastian Gleń z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Będziemy wyjaśniać, czy 18-latka skoczyła, czy spadła z mostu. Teraz znajduje się pod opieką lekarzy, będziemy mieć w późniejszym czasie informacje na temat stanu jej zdrowia - dodaje. 

To stało się wszystko bardzo szybko. Jechałam mostem Dębnickim i usłyszałam, jak ktoś krzyczy, że ktoś jest w wodzie. Rzuciłam rower, wyjrzałam za barierki i zobaczyłam dziewczynę, która po prostu twarzą do dołu pływa w Wiśle. Jakiegoś chłopaka na dole zobaczyłam i krzyknęłam do niego, czy umie pływać, odkrzyknął do mnie, że nie... Więc wsiadłam na rower, popędziłam na dół pod most, zdjęłam buty, kurtkę i po prostu wskoczyłam, żeby ją wyciągnąć - opowiada Aleksandra Nowicka.

18-latka jest pod obserwacją w szpitalu. Kontakt z nią jest bardzo utrudniony.

Ona skoczyła, zostawiła telefon na górze i skoczyła, także to było celowe. To mi się pierwszy raz zdarzyło. Kiedyś pewnie musiało, bo bardzo często tędy chodzę - dodaje Ola.

Ja bym nie potrafił wskoczyć do tej lodowatej wody. Nie wyobrażam sobie tego. Zamarzłbym pewnie. Nie wszyscy tak potrafią. Pewnie bym zaczął gdzieś wołać kogoś na pomoc. Ewentualnie, tam na moście, jest takie kółko ratownicze, ale nawet nie wiem jak go użyć. Olu, szacun wielki. Gratulujemy, jesteśmy pod wrażeniem twojej odwagi - mówią mieszkańcy Krakowa.

Przemysław Błaszczyk