„W obecnym składzie z Kamińskim, Giertychem i Napieralskim nie czuję się w PO dobrze” – mówi w rozmowie z „Faktem” poseł Paweł Zalewski. „Tylko ślepy nie zauważa, że paliwo antypisowskie się wypaliło” – dodaje.

Michał Mazowiecki, Ludwik Dorn i Grzegorz Napieralski /PAP/Paweł Supernak /PAP

Paweł Zalewski sceptycznie podchodzi do faktu, że Ludwik Dorn i Grzegorz Napieralski znaleźli się w "wyborczej drużynie" Platformy Obywatelskiej. Dorn to rasowy polityk i wielki intelekt, ale nie pociągnie w górę notowań PO. Z kolei Napieralski, który był już na aucie polityki, może zdezorientować wyborców - ocenia. Liczy się tylko efekt - wszyscy przeciw PiS, ale to bez sensu - dodaje poseł. Najgorsze, że PO ma atuty - ludzi i osiągnięcia, ale tacy Kamiński, Giertych, a teraz jeszcze Napieralski, skutecznie je neutralizują - podkreśla.

Paweł Zalewski, który nie znalazł się na listach wyborczych Platformy nie ukrywa swojej niechęci do jednego z najbliższych współpracowników premier Ewy Kopacz - Michała Kamińskiego. Propozycja Radomia była złożona ze złą wolą. Zapewne Michał Kamiński obawiał się, że odbiorę mu głosy i nie wejdzie do Sejmu - twierdzi w rozmowie z "Faktem". Nie ma we mnie nienawiści. W polityce emocjonalne decyzje szkodzą. Ale cynizm Kamińskiego to coś, czemu nie da się zaprzeczyć - zauważa.

(mn)