Ostatnie tygodnie dla szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza były bardzo nerwowe. Dotarły do niego informacje nie tylko o niemal jawnym buncie w strukturach, ale także złowrogie wieści, że część jego posłów zamierza przejść do PiS. To byłby koniec nie tylko kariery szefa ludowców, także samego PSL – czytamy na łamach nowego wydania tygodnika „ABC”.

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz / Marcin Obara /PAP

Wielodniowe konsultacje, które rozpoczął Kosiniak-Kamysz, oraz spotkania w terenie mogą okazać się niewystarczające. Nad PSL krąży widmo całkowitego rozpadu i w efekcie upadku. Wielu działaczy to nie dziwi.

Władek to żaden wódz. Brakuje mu siły i posłuchu w terenie - mówi dziennikarzom tygodnika "ABC" jeden z prominentnych działaczy samorządowych PSL z południa Polski - Niczego konkretnego nie zaproponował, a kolejne miesiące mijają.

Inni działacze i posłowie PSL, z którymi rozmawiali dziennikarze "ABC", wskazują na następną kwestię ważną dla ludowców, która dzieli ich z obecnym kierownictwem partii.

PSL zawsze żył dobrze z władzą. Jak nie w koalicji, to przynajmniej z paktem o nieagresji - zauważa znany polityk PSL obecnie poza Sejmem.

Jak ustalili dziennikarze tygodnika "ABC"  rozmowy z partią rządzącą trwać mają od początku marca tego roku. Mowa jest o 10 z 15 posłów PSL pragnących zakopać topór wojenny w bitwie z partią Kaczyńskiego. Objęte były ścisłą tajemnicą i dopiero z początkiem kwietnia na światło dzienne zaczęły wychodzić pierwsze informacje na ten temat.

Podczas rozmów pod uwagę brane były dwa rozwiązania. Pierwsze to oficjalna koalicja PSL i PiS, drugie to ciche porozumienie będące niejako paktem o nieagresji. W obu przypadkach ludowcy gwarantują wsparcie głosowań w Sejmie i zakończenie udziału w antyrządowych ruchawkach. 

Co na tym zyskuje PiS? Co może zyskać partia ludowców? – analizują dziennikarze „ABC” w nowym wydaniu tygodnia.

(j.)