W pożarze jednego z mieszkań budynku wielorodzinnego w Piechowicach na Dolnym Śląsku zginęło troje dzieci - 4-letni chłopczyk, 6-letnia dziewczynka oraz ich 8-letni brat. Po godzinie 10:00, z udziałem specjalistów, rozpoczęła się wizja lokalna mająca wyjaśnić okoliczności tragedii. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, policja w tym momencie bierze pod uwagę głównie dwa scenariusze.

Zdjęcie ilustracyjne /Bartłomiej Paulus /RMF24

Troje dzieci zginęło w pożarze w Piechowicach

Straż otrzymała zgłoszenie o pożarze mieszkania przed godziną 3. Na miejsce wysłano cztery zastępy straży pożarnej. Na czas akcji strażacy ewakuowali z budynku 14 osób. Rzeczniczka jeleniogórskiej policji powiedziała, że mogą one już wrócić do swoich mieszkań.

Dziećmi opiekował się dziadek, który spał w innym pokoju. Jego udało się uratować - strażakom ewakuowali go z mieszkania.

Dzieci prawdopodobnie próbowały wydostać się z pomieszczenia, tylko wiadomo, że była późna pora (...). Dzieci nie były znalezione na łózkach, tylko na podłodze - powiedział brygadier Radosław Fijoł, komendant Państwowej Straży Pożarnej w Jeleniej Górze.

Komendant dodał, że matki dzieci nie było wtedy w mieszkaniu. Przybyła na miejsce dopiero w czasie akcji.

Fijołek poinformował też, że w czasie akcji gaśniczej niegroźnie ranny został jeden strażak.

Pożar był na tyle rozwinięty, że nie było szans, żeby tam wchodzić do środka i kogokolwiek jeszcze wynosić. Ogniem zajęły się dwa pomieszczenia na przestrzał budynku - powiedział w rozmowie z RMF FM mieszkaniec bloku, w którym doszło do tragedii.

Ogień wydostawał się na zewnątrz mieszkania. Wysokość płomienia wynosiła, mniej więcej, 2 metry - dodał. 

Strażacy oraz policjanci, z powodu drastycznego widoku po pożarze w pokoju dzieci, mają otrzymać pomoc psychologiczną, którą organizuje centrala we Wrocławiu. 

Dwie hipotezy na temat pożaru

Jak nieoficjalnie ustaliło radio RMF FM, policja w tej chwili bierze pod uwagę głównie dwa scenariusze. Według pierwszego, pożar mógł zaczął się od świeczki w mieszkaniu - tym bardziej, że w lokalu tym od kilku dni nie było prądu. 

Druga hipoteza dotyczy pieca, którym ogrzewała się ta rodzina. 

Możliwe, że więcej będzie wiadomo po zeznaniach dziadka dzieci, który w tej chwili jest przesłuchiwany. 

(ph)