Trąba powietrza, która przeszła rok temu W Lubichowie na Pomorzu, zniszczyła ponad 60 hektarów lasu. "Na wiosnę zasadzimy nowe drzewa. Jednak, żeby sosna odrosła, musimy poczekać ok. 110 lat" - zapowiada Bronisław Szneider, nadleśniczy nadleśnictwa Lubichowo, w rozmowie z reporterem RMF FM Kubą Kaługą. Dziś sprawdzamy, jak radzą sobie ludzie w miejscach, gdzie rok temu żywioł spowodował największe straty na Pomorzu.

Kuba Kaługa: Ile udało się zrobić przez ten rok od przejścia trąby powietrznej? Jak bardzo udało się posprzątać las?

Bronisław Szneider: To była intensywna praca w temperaturach ok. 30 stopni Celsjusza przy braku wiatru, więc obrazuje to wysiłek ludzi, jaki musieli włożyć w porządkowanie tych powierzchni. Efekt jest taki, że już we wrześniu sprzedaliśmy całość drewna, dbając o to by zbytnio nie obniżyć jego wartości. Jednak do dziś porządkujemy ten teren, żeby wiosną przyszłego roku las posadzić na nowo.

Co jeszcze musicie robić?

No, więc wszystkie te elementy drewna, czyli: gałęzie, karpy, odpady, których nie da się już wykorzystać do przemysłu - trzeba usunąć, żeby dobrze przygotować glebę. Zrobimy to specjalnymi pługami, żeby ta praca była wykonana porządnie. Tak więc nasze prace teraz to sprzątanie i zwożenie.

Wykorzystujemy do tego miejscową ludność, która zabiera sobie drewno na opał - po niższej cenie, bo nam zależy także na czasie. Dzięki temu powierzchnia jest już w zasadzie przygotowana i za miesiąc wchodzimy z pługami, żeby to zaorać pod przyszłoroczne nasadzenia.

Mija rok, kiedy nad kilkoma miejscowościami na Pomorzu przeszła trąba powietrzna, która zabiła mężczyznę i raniła cztery inne osoby. Żywioł doszczętnie zniszczył wiele domów i budynków gospodarczych. Kuba Kaługa reporter RMF FM odwiedził miejsca, które najmocniej ucierpiały. czytaj więcej

To, czego trąba nie wyrwała do końca, to się potem usuwa wraz z korzeniami?

Wszystkie pochylone drzewa, naderwane czy przewrócone straciły systemy korzeniowe. Te, które leżą na powierzchni uniemożliwiają jazdę ciągnika, żeby zaorać. W związku z tym to, co wystaje i przeszkadza musieliśmy zerwać - stąd te hałdy karp, które są widoczne. Pnie naruszone zostają w ziemi -  gniją naturalnie dając próchnicę i wzbogacając glebę.

Jakiej jakości były te powyrywane i poniszczone drewna?

To drewno było o obniżonej jakości, bo miało spękania wewnętrzne - nawet niewidoczne gołym okiem. W związku z tym potrzebna była taka wyróbka tego drewna, żeby jego użytkowość zachować w możliwie wysokim stopniu. Muszę podziękować przemysłowi drzewnemu, który wiedząc o tym, że nie jest to w pełni wartościowe drewno, to przetworzyli je przy niedużych liczbach reklamacji. Zrozumieli po prostu, że jesteśmy w trudnej sytuacji i trzeba nam pomóc. Kłaniam się im za to.

Za ile to drewno udało się sprzedać?

Sprzedaliśmy obniżając cenę o około 15-20 procent w zależności od drewna.

A ile metrów sześciennych?

Przez ponad dwa miesiąca sprzedaliśmy około 20 tys. metrów sześciennych drewna. Mogę powiedzieć, ile straciliśmy, bo gdyby to drewno nie było zniszczone sprzedalibyśmy je za jakieś 15-20 procent drożej. Jednak skoro były te uszkodzenia, o których mówimy, musieliśmy być elastyczni cenowo, więc straciliśmy. Jednak uratowaliśmy drewno, które w pełni, w całym zakresie zostało wykorzystane przez przemysł drzewny, celulozownię, a także, jako opał dla okolicznych mieszkańców.

A gdyby mówić o kwotach, a nie o procentach?

Drewno sprzedaliśmy za ok. 30 milionów złotych.

Wiosną przyszłego roku planujecie sadzić nowe drzewa?

Tak, wiosną przyszłego roku całą tę powierzchnię obsadzimy zgodnie ze sztuką leśną i potem będziemy wykonywali zabiegi ochronne i pielęgnacyjne.

I całe lata czekania, żeby ten las wyrósł.

Tak, kolejne sto dziesięć lat, żeby dojrzała ta nasza sosenka. Gwarantuję, że tak będzie, bo mamy duże doświadczenia w tym zakresie i wyniki pracy też dobre.