Kary dożywotniego więzienia zażądała prokurator dla Dariusza P., oskarżonego o podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób pięciorga członków najbliższej rodziny. W pożarze, do którego doszło w maju 2013 r., zginęła żona P. i czworo ich dzieci.

Dariusz P. w sądzie /PAP/Andrzej Grygiel /PAP

W poniedziałek przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach rozpoczęły się mowy końcowe w procesie, który ruszył w maju 2015 r. Jeszcze przed zamknięciem przewodu sądowego sąd oddalił złożone tego dnia wnioski obrony i oddał głos oskarżycielowi publicznemu. To psychopata, który dla realizacji swoich potrzeb zaplanował i zrealizował zbrodnię - mówiła prok. Karina Spruś. Wnosząc o dożywocie dla oskarżonego podkreślała, że jego okrutny czyn zasługuje na surową karę.

Prokurator przypomniała, że przed pożarem P. zawarł szereg umów ubezpieczeń majątkowych i osobistych, miał spore długi. Przed pożarem wyniósł z domu wartościowe przedmioty i dokumenty; nocą uchylił drzwi do pomieszczeń, w których spali jego bliscy, opuścił rolety, i podłożył ogień w kilku miejscach - relacjonowała prok. Spruś.

Z opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynika, że P. w czasie wybuchu pożaru był w pobliżu domu. Oskarżony utrzymuje, że znajdował się wówczas w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble. Zdaniem prokuratury, pojechał tam dopiero po podłożeniu ognia.

Biegli, którzy kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w Szpitalu Psychiatrycznym przy Areszcie Śledczym we Wrocławiu, uznali go za poczytalnego. Stwierdzili u oskarżonego cechy osobowości psychopatycznej. Scharakteryzowali go jako osobę egocentryczną, skłonną do ryzyka, manipulacji i kłamstw, o powierzchownym uroku osobistym i przesadnym poczuciu własnej wartości.


"Już dawno utracił swoje człowieczeństwo"

Prokurator stwierdziła, że wszystkie dowody potwierdzają winę i sprawstwo oskarżonego. Mężczyzna został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który ocalał z pożaru. Według oskarżenia, motywem zbrodni była chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia.

Oskarżyciel chce, by orzekając o dożywotnim pozbawieniu wolności sąd dodatkowo zastrzegł, że P. o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł starać się najwcześniej po 35 latach (a nie po 25 latach - jak stanowią zasady ogólne).

O tym, kim jesteśmy nie świadczy wykształcenie, majątek, wygląd, talent, ale to, jak traktujemy drugiego człowieka. Człowieczeństwo przejawia się w dbaniu o swoją rodzinę i zdolność do poświęceń dla innych ludzi. Niestety wysoki sądzie Dariusz P. swoje człowieczeństwo już dawno utracił - podsumowała prok. Spruś.

Dariusz P. twierdzi, że nie zabił swojej rodziny

W obszernych wyjaśnieniach P. nie przyznał się do zabójstwa. Utrzymywał, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru. Zgadzał się natomiast z zarzutem kierowania śledztwa na fałszywe tory. Tłumaczył, że w ten sposób chciał odsunąć od siebie podejrzenia.

Do tragedii doszło nocą 10 maja 2013 r. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliła się część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób, ocalał tylko najstarszy syn.

Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu-Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju.


(mn)