Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego domaga się dymisji kierownictwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Według Aleksandra Szczygły, wiceszef ABW Jacek Mąka wykorzystał swoją pozycję do prywatnego procesu cywilnoprawnego z gazetą. Chodzi o udostępnienie mu przez prokuraturę materiałów ze śledztwa, w którym podejrzany był dziennikarz Wojciech S.

Udostępnione zostały tylko materiały istotne w śledztwie. Podsłuchiwaliśmy jedynie Wojciecha S. Dziennikarze nie byli naszym celem - przekonywali stołeczni śledczy. Chodzi o Bogdana Rymanowskiego, dziennikarza TVN, i Cezarego Gmyza, reportera śledczego "Rzeczpospolitej". Według gazety,... czytaj więcej

W stenogramach podsłuchanych rozmów pojawiły się także nazwiska dziennikarzy "Rzeczpospolitej" i TVN.

Przedstawiciele rządu odpowiadają jednak na apel szefa BBN bez zrozumienia. Według ministra Rafała Grupińskiego, wniosek Aleksandra Szczygły jest bezzasadny, bo nikt z ABW nie złamał prawa. To prokurator zdecydował i na życzenie sądu i pełnomocnika przesłał te materiały do sądu. Nie widzę żadnego powodu, by ktoś był dymisjonowany dlatego, że ktoś inny podjął w tej sprawie decyzję - mówi Grupiński:

Ostrzej wypowiada się w tej sprawie wicepremier Waldemar Pawlak. To jest na pewno nieprofesjonalne i naganne, bo w prywatnych sprawach tego typu rzeczy nie powinny być wykorzystywane - mówi:

Nie zdradza jednak, czy było to zachowanie na tyle naganne, by uzasadniało dymisję. O tej chyba na razie nie ma mowy, ale - jak dowiedziała się reporterka RMF FM Kamila Biedrzycka - opozycja będzie chciała, by wyjaśnieniem całej sprawy zajęła się sejmowa komisja do spraw specsłużb.