"Darmowa praca wakacyjna w instytucji publicznej? Dla większości młodych ludzi to strata czasu" - czytamy w środowym wydaniu "Dziennika Polskiego". “Przez lata praktyki w urzędach polegały na osławionym „parzeniu kawy”, więc nic dziwnego, że taki obraz się utrwalił i studenci nie pchają się tam drzwiami i oknami. Szukają miejsc, co do których mają przekonanie, że mogą się czegoś więcej nauczyć lub chociaż dorobić kilka złotych” – podkreśla Maciej Gruza, ekspert rynku pracy.

Studenci mają dość darmowych praktyk w urzędach /PAP/Newscom /PAP

Darmowa praktyka wakacyjna w urzędzie? Nie, dzięki. Wolę harować w knajpie od rana do nocy. Przynajmniej coś z tego mam. A praktyki, jak będzie trzeba, to odrobię sobie w roku akademickim - mówi w rozmowie z “Dziennikiem Polskim" Marek, student III roku ekonomii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego kolega, Marcin, zamiast zdobywać doświadczenie w publicznej instytucji, wybrał rozdawanie ulotek reklamowych w cen­trum miasta. Zawsze to wpadnie parę groszy na wakacyjne wydatki - tłumaczy.

“Na portalu internetowym www.oferty.praca.gov.pl, gdzie zamieszczane są propozycje praktyk dla studentów, w tej chwili widnieje ponad 2 tys. ogłoszeń. Najstarsze, na które dotąd nie odpowiedział żaden chętny, zostały zamieszczone przez urzędy jeszcze w maju tego roku" - pisze “Dziennik Polski".

W środowym "Dzienniku Polskim" także:

- Miasto chce mieć Muzeum AK. A na razie wskazało dyrektora

- Kampania poza kontrolą

- Czy chorzy psychicznie są dla rządu nieważni?

(mn)