Broń, z której wieczorem padły strzały w jednej z firmy w Gdyni, należała do zatrzymanego Białorusina. Mężczyzna posiadał ją legalnie - dowiedział się reporter RMF FM. Mężczyzna przyszedł z nią do miejsca swojej pracy. Policja cały czas ustala okoliczności i przebieg zdarzenia.

Biurowiec firmy "Thomson Reuters" w Gdyni /Adam Warżawa /PAP

Z informacji reportera RMF FM wynika, że jedną z rozpatrywanych wersji jest przypadkowy incydent.

Mężczyzna pracujący w tej firmie od kilku lat zajmować się miał strzelectwem sportowym. Nie wiadomo jeszcze, dlaczego wyciągnął pistolet.

Jak się dowiedział nasz dziennikarz, 30-latek nie chciał pozwolić, by ktokolwiek dotykał broni. Wystraszył jednak pracowników, doszło do szarpaniny, w trakcie której padły dwa strzały. Jeden trafił w komputer, drugi w sufit.

Pierwsze policyjne meldunki mówiły o tym, że Białorusin sam miał zacząć strzelać, niewykluczone, że przełożył się na nie szok pracowników.

Druga z wersji brana pod uwagę mówi też o konflikcie między Białorusinem a innym pracownikiem - obie są teraz weryfikowane przez policję.

Bez względu jednak na okoliczności, naładowana broń nie powinna znaleźć się w miejscu pracy zatrzymanego - najpewniej więc usłyszy on zarzuty.   

(j.)