Niepełnosprawni, a także seniorzy i słabo wykształceni – mają spory problem z poruszaniem się w internecie. Według danych Fundacji Widzialni – tylko 12 procent stron różnych publicznych instytucji – spełnia ustawowe wymogi. Odrębne przepisy Rząd wprowadził ponad trzy lata temu. W czerwcu tego roku minął czas na wdrożenie różnych rozwiązań dla wykluczonych przez różne urzędy, szkoły czy szpitale. To standard dostępności WCAG 2.0 czyli wytyczne dla tworzących strony internetowe (web-masterów).

Tylko 12 procent witryn spełnia ustawowe wymogi (zdj. ilustracyjne) /Radek Pietruszka /PAP

Niestety nadal informacje na stronach różnych instytucji są nieczytelne. Niewidomi bardzo często nie mogą przejść przez strukturę tekstu na stronie - mówi Aleksandra Włodarczak, sekretarz zarządu Towarzystwa Tłumaczy i Wykładowców Języka Migowego "GEST". Większość stron nie zawiera na przykład skryptów do powiększania czy kontrastowania czcionki - dopowiada Olgierd Kosiba, prezes "Gestu" i dodaje, że głównym problemem jest niska świadomość osób, które tworzą strony internetowe różnych instytucji

Bez mrugnięcia okiem

Standard dostępności został wyznaczony na trzech poziomach: A, AA i AAA. Na tym ostatnim poziomie strony powinny mieć tłumaczenie filmów i treści na język migowy dla głuchych oraz audiodeskrypcję dla niewidomych. Rozporządzenie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji z maja 2012 roku dotyczy instytucji publicznych i obejmuje tylko drugi poziom. To założenie przewidywalności, pozbycie się migających banerów czy niekontrolowanych dźwięków, których nie można wyłączyć - wyjaśnia Włodarczak.

Członkowie Stowarzyszenia "GEST" sprawdzili w sumie 4 tysiące witryn przez tak zwany walidator dostępności. Odwiedzano nie tylko strony różnych instytucji, ale również prywatnych firm. W każdym województwie odbyły się też szkolenia z tworzenia stron i redakcji tekstu. Kolejnym etapem było stworzenie platformy e-learningowej. Tam nadal można znaleźć pomoc w obsłudze czy stworzeniu dowolnej strony internetowej.

POSŁUCHAJ ROZMOWY Z PREZESEM GEST-u, OLGIERDEM KOSIBĄ:

Każdy sam może sprawdzić dostępność strony dla niepełnosprawnych. Podstawowym elementem jest sprawdzenie czy można korzystać z witryny tylko przez klawiaturę. Poprzez przyciskanie klawisza tabulatora. Wtedy powinno pojawić się podkreślenie, czy wykropkowana ramka w poszczególnych elementach strony.

Natrzeć uszu?

Jeżeli po uruchomieniu jakiejś strony jest tam automatycznie włączany dźwięk - niewidomy użytkownik nie jest w stanie go wyłączyć. Taki dźwięk zagłusza obsługę czytnika, który mówi niewidomemu, w którym miejscu na stronie właśnie się znajduje - podaje kolejne przykłady Włodarczak i pokazuje jedną ze stron ośrodków nauki jazdy na Warmii. Ale są też pozytywne przykłady. To na przykład strona Biura Rzecznika Praw Pacjenta, gdzie część treści została przetłumaczona na język migowy. Dobrym przykładem jest też strona szpitala w Puszczykowie w Wielkopolsce. Dyrektor tej placówki sukcesywnie tłumaczy na język migowy kolejne treści. Najczęściej koszty zmian są niewielkie, zwłaszcza że w wielu urzędach są zatrudnieni informatycy - mówi Kosiba. Koszty zmian zależą oczywiście od wielkości serwisu.

Analiza treści

Ważne jest także właściwe redagowanie informacji, nie popisywanie się znajomością wyszukanego słownictwa czy unikanie wielokrotnego stosowania podrzędnych zdań w jednej wypowiedzi - dodaje Włodarczak. Trzeba pamiętać, że gramatyka języka migowego jest zupełnie inna, niż języka polskiego u słyszących. Postrzeganie świata głuchych jest wizualno-przestrzenne. Niektóre konstrukcje pisanego języka wydają im się nielogiczne; nie są osłuchani z językiem tak jak my.

Na stronach brakuje też danych kontaktowych do konkretnych osób. Nie wystarczy formularz; ważny jest kontakt telefoniczny czy mailowy do właściwych komórek różnych instytucji.

POSŁUCHAJ PRZYKŁADOWEGO TESTOWANIA STRON PRZEZ ALEKSANDRĘ WŁODARCZAK:

Dyrektorzy różnych instytucji nie muszą się jednak spodziewać żadnych kar. Przepisy mówią tylko o obowiązku dostępności witryn dla niepełnosprawnych i innych osób, które są cyfrowo wykluczone. Gdyby na przykład Najwyższa Izba Kontroli wprowadziła jakiś rodzaj audytu w instytucjach publicznych, ustaliłyby że potrzeba zmian. Ale podejrzewam, że skończyłoby się na pogrożeniu palcem - kwituje Kosiba.