Prowadzenie samochodu bez prawa jazdy będzie traktowane jak przestępstwo, a nie jak wykroczenie. To jedna ze zmian, którą rząd chce wprowadzić do kodeksu karnego. Pojawił się również pomysł, żeby przy pierwszym złapaniu kierowcy na jeździe po pijanemu odbierać mu sądownie uprawnienia nawet na 15 lat. Druga taka "wpadka" oznaczać ma dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.

Rząd wycofał się jednak z obowiązkowych alkomatów w samochodach. Premier tłumaczył, że podobne pomysły nie przyjęły się m.in. we Francji. Ale musiał też przyznać, że obowiązek wożenia w autach alkomatów od początku był nierealny organizacyjnie i finansowo, a przede wszystkim prawnie. Rząd nie potrafił sprecyzować, które urządzenia mieliby wozić kierowcy i jak traktować odczyty alkomatów. 

Alkolocki w autobusach za cztery lata? To wciąż propozycja

Od 2018 roku we wszystkich samochodach użyteczności publicznej będą musiały być zamontowane alkolocki, urządzenia sprawdzające stan trzeźwości kierowcy zanim ten uruchomi silnik. Chodzi o autobusy, autokary, śmieciarki, tramwaje. Taki obowiązek ma objąć także kierowców już złapanych po pijanemu... czytaj więcej

Największy problem to, na ile alkotest i alkomat zwalniałby z odpowiedzialności karnej w przypadku fałszywego wskazania - powiedział szef rządu.

Zamiast alkomatów alkolocki, czyli urządzenia blokujące jazdę po wydmuchaniu promili, będą musieli montować kierowcy skazani na jazdę pod wpływem alkoholu. Taki obowiązek taki będzie wpisywany do ich prawa jazdy. Za złamanie przepisu grozić będzie rok bez dokumentu. Jazda bez uprawnień będzie przestępstwem i tym bardziej bolesne będzie administracyjne odbieranie praw jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym. 

Tusk: Przepisy okrutne dla pijanych kierowców

Według premiera, zaproponowane przepisy "są dla pijanych kierowców okrutne". Niektóre z nich są bardzo łatwe do egzekucji i myślę, że przyniosą naprawdę radykalną poprawę w kolejnych latach - twierdzi szef rządu. Projekt przygotowany przez resort sprawiedliwości razem z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych przewiduje, że kierowca, który w czasie popełnienia przestępstwa "przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji" był nietrzeźwy, pod wpływem środka odurzającego lub zbiegł z miejsca zdarzenia, sąd orzekał zakaz prowadzenia pojazdów na okres od 3 do 15 lat. W przypadku recydywy, czyli ponownego skazania za jazdę po pijanemu, sąd orzekałby dożywotni zakaz prowadzenia samochodów. Odstąpienie od tego mogłoby nastąpić jedynie w wyjątkowych przypadkach, uzasadnionych szczególnymi okolicznościami.

Rządowa propozycja zakłada, że razem z karą i zatrzymaniem prawa jazdy sąd orzekałby też od sprawców grzywny na rzecz poszkodowanych. Za jazdę po pijanemu byłoby to 5 tys. zł na fundusz pomocy pokrzywdzonym. Dla recydywistów co najmniej 10 tys. zł. Zmiana ma też wprowadzić m.in. nowy czyn zabroniony - jazdę bez uprawnień, jeśli prawo jazdy uprzednio zostało odebrane. A więc, jeśli ktoś jeździ bez prawa jazdy, jest przestępcą - powiedział Tusk. W przypadku osób skazanych za jazdę po pijanemu, które odzyskały prawo jazdy, projekt przewiduje wprowadzenie obowiązku zamontowania w aucie na trzy lata blokady alkoholowej (tzw. alcolock).

Zdaniem premiera ministerstwo infrastruktury prowadzi prace nad obowiązkowymi alcolockami we wszystkich pojazdach komunikacji publicznej.

W projekcie MSW zaproponowało też wprowadzenie zapisu, który stanowiłby, że za rażące przekroczenie dopuszczalnej prędkości (czyli powyżej 50 km/h powyżej ustalonego limitu) na trzy miesiące zatrzymywano by prawo jazdy, tak jak dzieje się to m.in. w Czechach, Grecji, Belgii, Danii, Francji czy Szwajcarii.

(ug)