W czwartek w nocy w Poznaniu odbył się eksperyment procesowy z udziałem Adama Z., podejrzanego o zabójstwo Ewy Tylman. Wizja lokalna trwała kilkadziesiąt minut. W tym czasie zamknięte były okolice mostu Św. Rocha.

Eksperyment procesowy /Jakub Kaczmarczyk /PAP
Sprawa Ewy Tylman: Psy przeszukały okolice mostu Rocha w Poznaniu

40 minut krążyły w środę w pobliżu mostu Rocha w Poznaniu specjalne psy szkolone do poszukiwań ludzi. To tam zaginęła w listopadzie Ewa Tylman. czytaj więcej

Na miejsce, gdzie pod koniec listopada po raz ostatni widziana była Ewa Tylman, dowieziony został podejrzewany o jej zabicie Adam Z.

Mężczyzna na manekinie miał zaprezentować śledczym, co działo się tamtej nocy, gdy wraz z zaginioną kobietą wracał z imprezy. Prokuratura na razie nie udziela informacji, co podczas tego eksperymentu procesowego pokazał podejrzany.

Jak podaje Gazeta.pl, po godz. 23 na brzeg Warty w Poznaniu zszedł mężczyzna w niebieskiej kurtce, do której przyczepiona była karta z cyfrą "1". "Towarzyszył mu policjant z kamerą. Mężczyzna ciągnął manekina przez nabrzeże aż do Warty, a potem uciekał. Eksperyment powtórzono jeszcze dwa razy, w tym czasie na kurtce mężczyzny pojawiały się kolejne cyfry "2" i "3"" - informuje portal.

Według nieoficjalnych informacji, Adam Z. odmówił współpracy ze śledczymi i konsekwentnie nie przyznaje się do winy.

Ewa Tylman zniknęła trzy miesiące temu. Prokuratura przyjmuje, że wpadła do Warty. W nocy z 22 na 23 listopada wracała po imprezie do domu. Odprowadzał ją kolega, Adam Z. Po raz ostatni 26-latka była widziana ok. godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. Potem ślad po niej zaginął.

Adam Z. trafił do aresztu - jest podejrzany o "dokonanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym". Dno i nabrzeża Warty były wielokrotnie przeszukiwane z użyciem specjalistycznego sprzętu.

Jak przypomina Gazeta.pl, według prokuratury mężczyzna miał zepchnąć Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną przeciągnąć na brzeg i zepchnąć do wody. Miał to przekazać w nieprotokołowanej rozmowie z policjantami, ale podczas przesłuchania tego nie potwierdził. M

Wcześniej jednak podczas jednej z prowadzonych wizji lokalnych Adam Z. twierdził, że 26-latka zaczęła przed nim uciekać, zbiegła na brzeg Warty i sama wpadła do wody. Miał to być nieszczęśliwy wypadek.

Gazeta.pl/(abs)