Obrońcy Dariusza K., gitarzysty i producenta muzycznego, oskarżonego o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, chcą maksymalnego złagodzenia kary. Dwa lata temu K. potrącił na pasach 63-letnią kobietę, która w wyniku wypadku zmarła. W organizmie Dariusza K. wykryto kokainę. Prokuratura domaga się 8 lat więzienia.

Dariusz K. /Leszek Szymański /PAP

Obrońcy Dariusza K. przekonują, że ilość kokainy wykryta w jego krwi nie miała wpływu na wypadek. Próbują też wykorzystać lukę prawną, że dla środków odurzających, inaczej niż dla alkoholu, nie ma określonych kategorii, co jest stanem "pod wpływem narkotyków", a co oznacza stan "po spożyciu". Tak było u naszego klienta - przekonuje Marcin Kondracki.

Tymczasem zarówno lekarze jak i inni świadkowie wskazywali na brak jakichkolwiek objawów zażycia środka odurzającego - dodaje.

Sam Dariusz K. w mowie końcowej mówił, że dwuletni pobyt w areszcie to już jest dla niego wielka kara. To połowa życia mojej córki - przekonywał. Mówił też, że nie wybaczy sobie tej tragedii do końca życia i błagał o przebaczenie obecnego na sali męża kobiety, która zginęła pod kołami jego samochodu.

"Nie przebaczę" - rzucił mężczyzna wychodząc z sądu.

Przypomnijmy - do wypadku doszło 13 lipca 2014 na warszawskim Ursynowie. Kobieta przechodziła na zielonym świetle, kiedy uderzyło w nią auto muzyka. Jak się okazało, Dariusz K. był wtedy pod wpływem kokainy. Grozi mu do 12 lat więzienia.

(abs)