Bardzo gorąco w Sejmie – posłowie mieli debatować nad powołaniem komisji śledczej ds. nadzoru nad systemem bankowym. Jednak z mównicy padło wiele gorzkich słów i zarzutów niezwiązanych z tematem.

We wtorek w Sejmie debata nad powołaniem komisji śledczej ds. działalności Komisji Nadzoru Bankowego. A pola nieporozumień między niedoszłymi koalicjantami, PO i PiS, stają się coraz szersze. Odpowiedzią na zarzuty są kontrzarzuty. czytaj więcej

By posłowie mogli się zająć dwoma wnioskami w sprawie komisji śledczej ds. działalności szefa NBP i Komisji Nadzoru Bankowego, zwołano specjalne posiedzenie Sejmu. Przedłożone zostały dwa projekty – PiS-owski i autorstwa LPR.

To popołudnie i wieczór w Sejmie zapowiadały się bardzo gorąco. Może o tym świadczyć fakt, że już przy przedstawianiu PiS-owskiego projektu Artur Zawisza sięgnął po argument sprzeczności interesów, w jakiej stoi szef NBP. Chodzi o pracę żony Leszka Balcerowicza w fundacji Case.

- Powszechnie określa się ją jako fundację państwa Balcerowiczów. Profesor Leszek Balcerowicz był jej założycielem, doktor Ewa Balcerowicz jest jej istotnym uczestnikiem. Otóż ta fundacja jest dotowana przez bank Pekso SA, w sprawie którego Leszek Balcerowicz, jako prezes NBP, będzie podejmował decyzje - tłumaczył poseł PiS. Sięgnięcie po ten argument jeszcze przed debatą obecny w Sejmie Leszek Balcerowicz nazwał „nikczemną insynuacją”.

Na przedstawione przez Zawiszę i Piotra Ślusarczyka z LPR propozycje negatywnie zareagował Donald Tusk. - Każdy polityk, każda partia polityczna, która wyciąga ponownie ręce po pieniądze Polaków, jest zarażona bakcylem komunizmu - skomentował szef PO. Po jego wypowiedzi, w której Tusk przyrównał PiS do wykonawcy gospodarczego programu Andrzeja Leppera, Jarosław Kaczyński poprosił o przerwę. W czasie jej trwania za zamkniętymi drzwiami zebrał się Konwent Seniorów. Potem obrady wznowiono. Nie wiadomo więc, czemu tak naprawdę miała służyć przerwa.

Debata jednak zaczęła coraz bardziej odbiegać od tematu. Po bardzo emocjonalnym i krytycznym wystąpieniu Donalda Tuska głos zabrał Jarosław Kaczyński. Prezes PiS w tradycyjny już sposób opisał wczesne lata III RP jako okres formowania się układu nomenklaturowego postsolidarnościowego. Na cześć Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego prezesem był Tusk, nazwał ten układ „lumpenliberalizmem”. - To on pozwalał z jednej strony uzasadniać nadużycie jako sposób budowania gospodarki kapitalistycznej, z drugiej strony twierdzić, że wolność to sex shopy, a głównym zagrożeniem dla wolności w Polsce jest Kościół - grzmiał szef PiS.

- Czy obrona niezależności Narodowego Banku Polskiego ma cokolwiek wspólnego z obroną sex shopów i z walką z Kościołem? - ripostował Jan Rokita z PO. Sejmową awanturę na Wiejskiej obserwowali reporterzy RMF: Beata Lubecka i Tomasz Skory:

W sejmowych kuluarach pojawiają się już kandydatury przyszłych śledczych. Wśród najczęściej wymienianych nazwisk są: Artur Zawisza z PiS i Zbigniew Chlebowski z PO. Artur Zawisza, szef sejmowej komisji gospodarki, jest jednym z najpewniejszych kandydatów na śledczego i być może także przewodniczącego komisji. - Nie będę uchylał się od odpowiedzialności - komentuje te informacje poseł PiS. Z bankowej koniunktury korzystać będą także inni politycy PiS-u, bo partia ta z pewnością będzie miała kilku swoich członków w bankowej komisji.

Spośród polityków PO naturalnym, choć wciąż tylko prawdopodobnym kandydatem jest Zbigniew Chlebowskim. LPR z kolei wystawić ma Piotra Ślusarczyka, zaś SLD – byłą wiceminister skarbu Małgorzatę Ostrowską. To wszystko na razie przymiarki; ostateczne decyzje mają zapaść w przyszłym tygodniu.