Lawina śledztw za nielegalne doładowanie karty miejskiej w stolicy: wpadają fałszerze, ścigani są też klienci - informuje czwartkowa „Rzeczpospolita". Część z zatrzymanych osób usłyszała już zarzuty. Grozi im do 5 lat więzienia.

Oskarżeni mężczyźni umawiali się na mieście z "klientami", którzy przynosili im kartę, aby ją doładować / Paweł Supernak /PAP

"Doładowanie za pół ceny" - na taką ofertę skusiło się wielu pasażerów korzystających w stolicy z karty miejskiej. Teraz zarówno oni, jak i oszuści zarabiający na lewym interesie, mają kłopoty. Część osób już usłyszała zarzuty. Prokuratura skierowała właśnie do sądu sprawę trzech mężczyzn, którzy na szeroką skalę trudnili się takim procederem - czytamy w "Rz".

Mężczyźni kodowali nielegalnie karty miejskie przy wykorzystaniu laptopa albo telefonu z czytnikami NFC i specjalistycznym oprogramowaniem. W zamian pobierali opłatę w wysokości od 30 do 40 proc. ceny biletu z legalnej dystrybucji - powiedział Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Oskarżeni mężczyźni umawiali się na mieście z "klientami", którzy przynosili im kartę, aby ją doładować. Między innymi takie właśnie "spotkania twarzą w twarz" pozwoliły zidentyfikować oszustów - informuje Rzeczpospolita.

Porównanie zapisów z systemu sprzedaży kart ze zbiorem kart aktywowanych wykazało, że od 2012 do 2015 r. w przypadku 146 tys. kart aktywowano uprawnienia do przejazdu, pomimo że karty te nie zostały doładowane w żadnym z legalnych kanałów sprzedaży - oceniła prokuratura.

Oskarżonym w tej sprawie trzem mężczyznom - Markowi M., Dominikowi K. i Jarosławowi Cz. - grozi do pięciu lat więzienia.

W wyniku ich oszustw stołeczny Zarząd Transportu Miejskiego stracił blisko 120 tys. zł.

Dominik K. usłyszał także zarzut nielegalnego posiadania marihuany.

Impulsem do rozpoczęcia śledztw było uzyskanie przez Zarząd Transportu Miejskiego anonimowych informacji o możliwości doładowania Warszawskiej Karty Miejskiej "za pół ceny".

APA