10 lat więzienia i 300 tysięcy złotych grzywny dla Grzegorza M. (pseudonim „Predator”) za kierowanie grupą przestępczą, która zajmowała się wyłudzaniem podatku VAT z obrotu paliwem. Straty Skarbu Państwa sięgają 40 milionów złotych.

Zdj. ilustracyjne /Marcin Bielecki /PAP

Przed Sądem Okręgowym w Olsztynie zapadł dzisiaj wyrok w głośnej sprawie zorganizowanej grupy przestępczej, która zajmowała się niepłaceniem podatku VAT za obrót paliwami. Skarb Państwa stracił na tym niemal 40 milionów złotych. 

Oskarżonych w tej sprawie było trzynaście osób, większość została skazana. Największą karę dostał Grzegorz M., pseudonim "Predator" - 10 lat więzienia i 300 tysięcy złotych grzywny. Karol J., który był założycielem grupy został skazany na 4,5 roku więzienia.

Jak działała grupa przestępcza?

Proceder grupy przestępczej polegał na tym, że tworzone były spółki-widmo, które formalnie istniały w sposób legalny. Miały władze, pracowników, odprowadzane były składki. Ich działalność polegała na handlu paliwami na terenie kraju. Spółka założona w Polsce kupowała paliwo od zagranicznych firm, najczęściej z krajów nadbałtyckich. To paliwo przyjeżdżało do Polski, było odprawiane, opłacane było cło. Potem spółki sprzedawały paliwo dalej, ale już nie odprowadzano podatku VAT. Po takiej transakcji spółki szybko się rozpływały.

Największą rolę w grupie przestępczej odgrywał Karol J. To był architekt wszystkich działań. Mężczyzna był już doświadczony w zakładaniu fikcyjnych spółek, nawiązał pierwsze kontakty z przedstawicielami firm paliwowych z krajów nadbałtyckich. W tamtym momencie pojawił się też Grzegorz M. pseudonim "Predator". Nie była to osoba, która tworzyła zręby firmy, było to dla niego świeże doświadczenie. Jego rola polegała na rozwiązywaniu problemów, jeżeli takie pojawiłyby się, z ewentualnymi członkami grupy, czy dostawcami. To "człowiek-legenda", był postrzegany jako osoba bardzo niebezpieczna, groźny przestępca o pseudonimach "Predator" i "Grabarz". Wraz ze swoimi osobami miał zabezpieczać działalność grupy Karola J. Grzegorz M. nie musiał specjalnie kierować bezpośrednich gróźb. Wystarczy, że pojawił się przed domem takiej osoby, z którą były problemy.

Dlaczego założyciel grupy ma niższą karę?

Karol J. został skazany na 4,5 roku więzienia. To o wiele mniej niż "Predator". Skąd taki wyrok? To dlatego, że w pewnym momencie, kiedy został zatrzymany, mężczyzna zaczął współpracować z organami ścigania. Dzięki jego wyjaśnieniom udało się ustalić przebieg procederu i zatrzymać osoby, które były z tym związane - powiedział naszemu reporterowi sędzia Olgierd Dąbrowski-Żegalski. Jego rola nie była jednak do końca lojalna, ponieważ obecnie Karol J. ucieka od wymiaru sprawiedliwości i ukrywa się. Jest poszukiwany listem gończym.

Inne osoby, biorące udział w tym procederze, wykonywały na polecenie szefa m.in. dokumentację, korespondencję, czyli całą biurokrację związaną z prowadzeniem fikcyjnych firm. Tak wyglądało funkcjonowanie grupy do 2013 roku, czyli do zatrzymania Karola J. Potem kontrolę nad działaniem pozostałych osób przejął "Predator". Wymuszał on, żeby pozostali członkowie grupy działali pod jego dyktando i robili to samo, co wcześniej. Grzegorz M. nie znał się tak dobrze na tej działalności, przewodniczył jednak grupie.

Gdzie rozpływały się pieniądze?

Co się działo z pieniędzmi, które miały trafić do Skarbu Państwa? Były wpłacane na rachunek spółek, które miały odprowadzić podatek VAT. W cenach znajdował się podatek, ale nigdy nie był wpłacany. Pieniądze były wyprowadzane z kont i rozpływały się. Najczęściej trafiały za granicę, do osób, które handlowały paliwem. Część pieniędzy dostawali członkowie grupy przestępczej. Największym beneficjentem był Karol J., potem Grzegorz M., następnie decydowała pozycja w grupie.

Z tą grupą współpracowały też osoby-słupy, które stawały się prezesami firm handlujących paliwami na terenie kraju. Te osoby za niewielkie pieniądze, znajdując się najczęściej w trudnej sytuacji finansowej, godziły się na to. Zajmowały się rzeczami, o których kompletnie nie miały pojęcia. Nie było takiej potrzeby, chodziło tylko o udostępnienie swoich danych. Nikt nie był zainteresowany spółką, pod którą jest podpisany.

W ten sposób udało się grupie okraść państwo na blisko 40 milionów złotych. Niewiele z tej kwoty udało się odzyskać, ponieważ większa część trafiła za granicę.

(mal)