Sprawa śmierci niespełna dwuletniego Szymona z Będzina wraca do pierwszej instancji - tak zdecydował Sąd Apelacyjny w Katowicach, uchylając równocześnie wyrok sądu okręgowego, który skazał ojca chłopca na 10 lat więzienia, a matkę - na 5 lat. Sąd apelacyjny uznał, że rodzice Szymona - widząc, jak dziecko cierpi, i nie udzielając mu mimo to pomocy - godzili się na jego śmierć. Takie było również stanowisko prokuratury, która odwołując się od wcześniejszego wyroku, domagała się przekazania sprawy do ponownego rozpatrzenia. Chłopiec zmarł w lutym 2010 roku w wyniku obrażeń po uderzeniu w brzuch. Rodzice porzucili jego ciało w stawie w Cieszynie. Gdy zostało znalezione, śledczy długo nie mogli ustalić tożsamości dziecka.

Beata Ch. i Jarosław R. /Andrzej Grygiel /PAP

Przewodniczący składu orzekającego sędzia Piotr Mirek wyjaśnił, że sąd apelacyjny nie dopatrzył się błędów w ustaleniach faktycznych w trakcie procesu, jaki toczył się przed sądem okręgowym, ale przychylił się do argumentów podnoszonych w apelacji prokuratury. Zarzucała ona sądowi okręgowemu, że oceniając dowody doszedł do błędnych wniosków.

Inaczej niż sąd okręgowy, sąd apelacyjny uznał, że rodzice, nie udzielając Szymonowi pomocy, godzili się na jego śmierć. Jak podkreślał sędzia Mirek w ustnym uzasadnieniu, musieli oni zdawać sobie sprawę, że dziecko cierpi - po uderzeniu w brzuch Szymon płakał, nie spał, nie chciał jeść, przyjmował skuloną pozycję. Mówiąc językiem, jakiego używamy na co dzień: to dziecko się wiło z bólu i trwało to cały dzień i całą noc - zaznaczył sędzia.

Oskarżeni (...) wiedzieli o tym, że Szymon cierpi na chorobę realnie zagrażającą życiu i ich obowiązkiem jako rodziców było udzielenie mu pomocy. Oskarżeni wiedząc, że taka choroba jest, świadomie ją utrzymywali, nie dając temu dziecku żadnych szans na to, żeby mogło skorzystać z pomocy lekarskiej - podkreślił również sędzia.

Przypomniał, że Szymon był słabym, chorowitym dzieckiem, z czego rodzice doskonale zdawali sobie sprawę, że był kilkukrotnie hospitalizowany.

Nigdy nie spotkałem się z przyzwoleniem, by karcenie dzieci mogło polegać na zadawaniu uderzeń w brzuch - podkreślił ponadto sędzia Mirek.

Zaznaczył również, że w realiach tej sprawy - gdy śmierć nie nastąpiła natychmiast po uderzeniu dziecka w brzuch, ale kilka dni później - kwestią drugorzędną jest, kto zadał dziecku cios, który doprowadził do zgonu. W ten sposób odniósł się do wyjaśnień rodziców, którzy wzajemnie obarczali się winą. Miałoby to znaczenie wtedy, gdyby śmierć Szymona nastąpiła od razu po tym uderzeniu. Tutaj natomiast skutek w postaci śmierci nastąpił po pewnym czasie i w tym czasie dzieje się wiele rzeczy, które sprawiają, że na pierwszy plan wychodzi nie to, że zostało spowodowane jakieś obrażanie, tylko to, w jaki sposób oskarżeni się zachowują, w jaki sposób realizują zaniechanie udzielenia pokrzywdzonemu pomocy - podkreślił sędzia Mirek.

Obrońcy i prokuratura: Ten wyrok jeszcze niczego nie przesądza

Po wyroku obrońcy oskarżonych i prokuratura zgodnie komentowali, że orzeczenie sądu apelacyjnego nie przesądza jeszcze, że rodzice Szymona zostaną skazani za zabójstwo.

Apelacja prokuratury okazała się zasadna. Czy zwyciężyła - jeszcze przedwcześnie o tym mówić. (...) Zwycięży w momencie, gdy zapadnie prawomocny wyrok w takim zakresie, jak sformułowano to w akcie oskarżenia - podkreśliła prok. Małgorzata Bednarek. Zaznaczyła, że choć sąd apelacyjny dostrzegł wiele przesłanek wskazujących na to, że rodzice mogą odpowiadać za zabójstwo, będzie to ponownie przedmiotem oceny sądu okręgowego.

Także obrońca Jarosława R., mec. Andrzej Herman, wyraził przekonanie, że wskazania wyrażone przez sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku nie przesądzają o ostatecznej ocenie tej sprawy. Sąd apelacyjny w ustnych motywach rozstrzygnięcia wyraził swój własny pogląd, uprawniony, ale - co stwierdził sąd apelacyjny - nie determinuje, nie wiąże (on) oceny sądu pierwszej instancji poza granicami tych wytycznych, jakie zostaną zawarte w pisemnym uzasadnieniu - stwierdził adwokat.

Obrońca Beaty Ch., mec. Marek Krupski, wskazał natomiast, że sąd apelacyjny - podzielając ustalenia dotyczące chronologii wydarzeń - nie zgodził się z przyjętą w pierwszej instancji kwalifikacją zachowania obojga oskarżonych. Adwokat przyznał, że ocena sądu apelacyjnego jest zbieżna ze stanowiskiem prokuratury, wyrażonym już w akcie oskarżenia, a później podczas procesu przed sądem okręgowym i apelacyjnym. Przy czym zaznaczam, tak jak wspomniał dziś sąd apelacyjny: to zapatrywanie sądu apelacyjnego nie jest wiążące dla sądu okręgowego. Przy ponownym rozpoznaniu sąd okręgowy będzie miał obowiązek wnikliwie przeanalizować sferę podmiotową, czyli zamiar obojga oskarżonych, co wpływa na kwalifikację prawną i karę - wyjaśnił.

Mec. Krupski wyraził również nadzieję, że wyrok sądu apelacyjnego nie będzie skutkował koniecznością przeprowadzenia całego procesu na nowo i że wystarczy jedynie odebranie wyjaśnień oskarżonych i zeznań jednego ze świadków.

Przed sądem rodzice Szymona wzajemnie obarczali się winą

W maju tego sąd pierwszej instancji skazał ojca chłopca Jarosława R. na karę łączną 10 lat więzienia, zaś matkę Beatę Ch. - na 5 lat więzienia. W ostatni piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach rozpoznawał odwołania od tamtego wyroku.

Szymona miał uderzyć Jarosław R. - Sąd Okręgowy w Katowicach przypisał mu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka, czego nieumyślnym skutkiem była śmierć Szymona. Beata Ch. została natomiast uznana za winną narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowanie śmierci syna.

Wyrok zaskarżyła zarówno obrona, jak i prokuratura. Ta ostatnia konsekwentnie uważa, że doszło do zabójstwa. W pierwszej instancji domagała się wymierzenia oskarżonym kar po 15 lat więzienia. W apelacji domagała się zaś uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania - sąd odwoławczy nie mógłby bowiem zmienić wyroku w taki sposób, jak chciało tego oskarżenie.

W opinii prokuratury, rodzice Szymona powinni zostać skazani za zabójstwo z tzw. zamiarem ewentualnym, bo "godzili się" na śmierć syna poprzez zaniechanie udzielenia mu niezbędnej pomocy medycznej. Prok. Arkadiusz Jóźwiak przekonywał w piątek sąd apelacyjny, że rodzice Szymona wykazali całkowitą obojętność wobec "uświadomionej możliwości śmierci" dziecka. Według niego, rodzice musieli zdawać sobie sprawę z pogarszającego się stanu zdrowia chłopca po tym, jak został uderzony w brzuch. Dowodził, że zapalenie otrzewnej, którego miało dziecko, jest bardzo bolesne. Domagając się skazania oskarżonych za zabójstwo, prok. Jóźwiak odwołał się ponadto do wyjaśnień oskarżonych, według których Jarosław R. miał po śmierci dziecka mówić partnerce, że grozi im nawet dożywocie.

Odmienne stanowisko prezentowała przed sądem obrona. Adwokat Beaty Ch. Michał Ergietowski wykazywał, że jego klientka nie mogła przewidzieć, że u jej dziecka rozwija się groźny stan chorobowy i że nie godziła się na narażenie dziecka na ciężki uszczerbek na zdrowiu po uderzeniu przez ojca. Adwokat wyraził przekonanie, że Beata Ch. nie mogła przewidzieć tragedii.

Sąd okręgowy z jednej strony słusznie nie powielił wskazań prokuratury co do przyjęcia, jakoby mój klient miałby dopuścić się zbrodni zabójstwa. Z drugiej strony - i to apelacja obrony kwestionuje - ustalił, iż mój klient miałby dopuścić się pobicia dziecka i w inny sposób, uświadomiony, spowodować, iż u dziecka rozwinęła się ciężka choroba, która w konsekwencji doprowadziła do śmierci - mówił z kolei po rozprawie obrońca Jarosława R., mec. Andrzej Herman.

Proces przed sądem okręgowym toczył się od września 2013 roku. Oboje oskarżeni wzajemnie obarczali się winą.

Szymon cierpiał przez kilka dni. Przeżyłby, gdyby rodzice zabrali go do szpitala

Tragiczne wydarzenia rozegrały się pod koniec lutego 2010 roku. Według prokuratury, ojciec uderzył Szymona, bo chłopiec był płaczliwy i nie wykonywał poleceń. Po ciosie stan dziecka sukcesywnie się pogarszał - doszło do pęknięcia jelita cienkiego, wywiązało się ropne zapalenie otrzewnej.

Przez cztery dni od uderzenia chłopiec płakał, nie chciał jeść i pić, miał biegunkę.

Na kilka godzin przed śmiercią Szymona jego ojciec miał ponownie uderzyć go w brzuch.

Z ustaleń biegłych wynika, że gdyby rodzice po wystąpieniu objawów chorobowych poszli z Szymonem do lekarza, to zapobiegliby jego śmierci. Taka szansa istniała jeszcze na kilka godzin przed zgonem.

Po śmierci Szymona, jeszcze tego samego dnia, rodzice przewieźli jego zwłoki samochodem do Cieszyna i porzucili je w stawie. Do auta zabrali również dwójkę pozostałych wspólnych dzieci - dziewczynki 4-letnią i niespełna roczną.

Ciało Szymona zostało kompletnie ubrane, odpowiednio do pory roku. Zostało włożone do torby i przewiezione w bagażniku, następnie matka położyła je na krawędzi stawu.

Po znalezieniu ciała policja długo nie mogła ustalić, kim jest dziecko. Śledztwo zostało umorzone w kwietniu 2012 roku z powodu niewykrycia sprawców. Sprawa wyszła na jaw, gdy do ośrodka pomocy społecznej w Będzinie zgłosiła się osoba, która twierdziła, że od dawna nie widziała dziecka sąsiadów. Rodziców Szymona zatrzymano w czerwcu 2012 roku.

(edbie)