Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej nie musi przepraszać prof. Jacka Rońdy za naruszenie dóbr osobistych. Sąd Apelacyjny w Krakowie oddalił powództwo naukowca, zawieszonego czasowo w 2013 r. w działalności dydaktycznej za tzw. blef w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Prof. Jacek Rońda (zdj. arch.) /Tomasz Gzell /PAP

Sąd Apelacyjny w Krakowie 22 września po rozpoznaniu apelacji Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie w sprawie z powództwa prof. Jacka Rońdy o naruszenie dóbr osobistych zmienił wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 28 marca 2017 r. w ten sposób, że oddalił powództwo w całości, zasądzając od prof. Jacka Rońdy na rzecz uczelni koszty procesu, zarówno przed Sądem Okręgowym, jak i koszty postępowania apelacyjnego - poinformowała rzeczniczka prasowa AGH Anna Żmuda-Muszyńska. W związku z prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego rektor AGH prof. Tadeusz Słomka nie będzie przepraszać prof. Jacka Rońdy - dodała.

Rońda: To był blef, na tym dokumencie nic nie było

Prof. Jacek Rońda, przewodniczący Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskiej, w kwietniu 2013 r. w TVP1 po emisji filmów o katastrofie smoleńskiej powiedział m.in., że jego zdaniem piloci prezydenckiego samolotu nie zeszli poniżej wysokości 100 m; dodał, że swoją wiedzę opiera na dokumencie z Rosji.

Tymczasem w październiku tego samego roku w wywiadzie udzielonym TV Trwam Rońda przyznał, że w programie TVP1 nie mówił prawdy. Pytany, na jakiej podstawie twierdzi, że piloci nie zeszli poniżej 100 m, Rońda odpowiedział: "Oni niestety zeszli poniżej 100 metrów. Ja w wywiadzie (w TVP1) trochę zagrałem. (...) To był blef, na tym dokumencie nic nie było". Po wypowiedzi w TV Trwam Rońda zrezygnował z funkcji przewodniczącego Komitetu Naukowego Konferencji Smoleńskiej 2013. Przyznaję się do błędu i gotów jestem ponieść tego konsekwencje - oświadczył.

Prof. Jacek Rońda został zawieszony przez rektora AGH na pół roku w obowiązkach dydaktycznych. Także Uczelniana Komisja Etyki uznała, że przekroczył on normy etyczne obowiązujące każdego nauczyciela akademickiego i pracownika nauki, wykorzystując "kłamstwo w prowadzeniu debaty".

"Nie otrzymałem żadnego pisma JM Rektora, Komisji Etyki, czy Rzecznika Dyscyplinarnego, w którym sformułowane byłyby pod moim adresem zarzuty o popełnienie konkretnych czynów, podczas gdy przekazy medialne - za rzecznikiem prasowym AGH - pełne są tego rodzaju informacji. Z nieukrywanym zdumieniem przyjmuję fakt, iż bez mojej wiedzy, poza moimi plecami, władze mojej uczelni przykładają rękę do medialnego linczu, którego stałem się ofiarą. (...) Wobec takich działań władz mojej uczelni podjąłem trudną, lecz konieczną w tych okolicznościach decyzję o podjęciu kroków zmierzających do ochrony i egzekwowania moich praw na drodze sądowej" - napisał oświadczeniu opublikowanym pod koniec listopada 2013 r. na portalu Wpolityce.pl prof. Rońda.


(mn)