Czynna napaść na funkcjonariusza policji i kierowanie gróźb pod jego adresem - takie zarzuty usłyszała bezdomna kobieta, którą w sobotę postrzelili warszawscy policjanci. Funkcjonariusze interweniowali, bo 63-latka, wymachując nożem, groziła śmiercią przechodniom.

Zdjęcie ilustracyjne /Marcin Bednarski /PAP

Jak informuje dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz, kobieta, która przebywa wciąż w szpitalu z ranami nóg, nie przyznała się do winy i nie złożyła wyjaśnień.

Równolegle policja wszczęła wewnętrzne postępowanie w sprawie sobotniej interwencji. Mundurowi oddali wtedy do 63-latki osiem strzałów. Wewnętrzne postępowanie ma wyjaśnić, czy taki krok był zasadny.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ.

Prokurator skierował do sądu wniosek o aresztowanie kobiety na trzy miesiące. W uzasadnieniu wniosku wskazał, że istnieje obawa, że podejrzana będzie się ukrywała, ponieważ nie ma stałego miejsca pobytu.

Do zdarzenia doszło w sobotę w pobliżu hipermarketu na Targówku w Warszawie. Policjanci zostali poinformowani, że zachowująca się agresywnie kobieta wymachuje nożem i zaczepia ludzi. Przechodnie wskazali przybyłym na miejsce policjantom, że kobieta udała się do pobliskiego lasu.

Funkcjonariusze zauważyli w zaroślach szałas, z którego 63-latka wybiegła z nożem i szpadlem w rękach. Według relacji Komendy Stołecznej Policji, kobieta ruszyła w kierunku mundurowych, grożąc im śmiercią. Policjanci wezwali ją do odrzucenia niebezpiecznych przedmiotów i zatrzymania się, co nie poskutkowało. Wtedy funkcjonariusze - jak podała Komenda Stołeczna - użyli tasera, dwukrotnie wystrzeliwując elektrody - bezskutecznie, ponieważ kobieta była grubo ubrana. Wtedy ostrzegli ją o użyciu broni palnej, a później oddali strzały ostrzegawcze. Kobieta nadal zbliżała się do nich, powtarzając groźby - w końcu policjanci oddali w jej kierunku strzały z broni służbowej.

63-latka trafiła do szpitala. Jak przekazali lekarze, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

(ph, e)