Górnicy z kopalni "Makoszowy" gotowi na obronę swojego zakładu - tak wynika z przeprowadzonego referendum. Pytany, co oznacza ten wynik, szef zakładowej "Solidarności" Artur Banisz odpowiedział: „Protesty”. „Na pewno, jak rząd się nie ugnie przed kopalnią Makoszowy, pan minister (wiceminister energii Grzegorz – PAP) Tobiszowski, to zaczną się protesty pod ziemią, pod biurem poselskim pana ministra Tobiszowskiego lub w Warszawie – takie są początkowe plany” - zauważył.

Kopalnia "Makoszowy" /PAP/Andrzej Grygiel /PAP

Decyzje mają zapaść już w poniedziałek, ale jak usłyszał nasz dziennikarz od jednego ze związkowych liderów, wyniki referendum to wyraźny sygnał, że górnicy zgadzają się nawet na radykalne działanie. Z ponad 1300 pracowników kopalni w piątek głosowało ponad 1100. Tylko 15 głosów było na nie - reszta załogi jest za tym, by bronić zakładu.

Polska Grupa Górnicza deklaruje, że w innych kopalniach są miejsca pracy dla górników z kopalni "Makoszowy". Ci jednak odpowiadają, że nadal mają swoją kopalnie, a co więcej - ich zdaniem los kilku zakładów z PGG jest niepewny. 

W środę działające w Makoszowach związki rozpoczęły masówki informacyjne, a także anonimowy sondaż wśród górników (związkowcy określili go jako "referendum" - PAP). Pracownicy odpowiadali na pytanie, czy chcą zostać w Makoszowach, czy chcą odejść w ramach alokacji na inne kopalnie. W piątek wieczorem szef zakładowej "Solidarności" poinformował PAP, że frekwencja wyniosła 84 proc., a 98 proc. głosujących opowiedziało się za pozostaniem w Makoszowach.

W listopadzie przedstawiciele załogi kopalni "Makoszowy" prosili o pomoc odwiedzającego Zabrze prezydenta Andrzeja Dudę, a w Barbórkę pikietowali przed domem premier Beaty Szydło w Przecieszynie, w gm. Brzeszcze (Małopolskie).