Biuro Ochrony Rządu świadomie naraziło prezydenta na niebezpieczeństwo – informuje „Rzeczpospolita”. W limuzynie Andrzeja Dudy założono oponę wycofaną z użycia, bo nie było nowych w magazynie – podaje dziennik.

Tak wyglądała opona po wypadku na A4 /Krzysztof Zasada /RMF FM

W dniu wypadku popełniano błąd za błędem. Szefostwo Biura Ochrony Rządu na ubiegłotygodniowej konferencji prasowej nie ujawniło prawdziwych przyczyn wypadku z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Dlaczego? Bo byłyby one podstawą dymisji nowego kierownictwa. Powinny polecieć głowy - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" wysoko postawiony działacz PiS.

Prezydent o incydencie z udziałem jego limuzyny: Taka rzecz nie powinna się zdarzyć

Prezydent Andrzej Duda wyraził przekonanie, że sprawa pęknięcia opony w jego limuzynie zostanie wnikliwie zbadana. "Taka rzecz nie powinna się zdarzyć" – powiedział dziennikarzom w Istebnej. Podziękował też kierowcy z BOR, który prowadził samochód. czytaj więcej

Jak ustaliła "Rzeczpospolita", prawie miesiąc bmw stało na "kołkach" i czekało na nowe ogumienie. 15 lutego zapadła decyzja o założeniu opony, która znajdowała się już w magazynie części wycofanych z eksploatacji i była przeznaczona do utylizacji. Dlaczego? Bo była pilna potrzeba wykorzystania limuzyny.

Nowych w magazynie nie było. To właśnie ta opona rozpadła się 4 marca na autostradzie podczas powrotu prezydenta z Karpacza - donosi dziennik.

Co więcej, z informacji gazety wynika, że prezydent miał dolecieć z Warszawy do Karpacza śmigłowcem i wylądować na przyhotelowym lądowisku. Ustalenia w dniu wyjazdu zmieniła Kancelaria Prezydenta.

Ostatecznie prezydent poleciał samolotem do Wrocławia, stamtąd odebrała go pancerna limuzyna (przyjechała tam na lawecie). Odcinka od ulicy do stacji wyciągu na Śnieżkę nie powinien pokonywać żaden samochód poza terenowym GOPR-u. Jednak szef ochrony prezydenta podjął decyzję o próbie wjazdu 3,5-tonowym bmw. Na pełnym gazie, z rozpędu mimo kamieni, lodu. Wiele wskazuje więc na to, że wtedy opona została uszkodzona.

Z informacji "Rzeczpospolitej" wynika także, że komputer pokładowy kilkakrotnie - podczas podróży do Wisły - alarmował o problemie z ciśnieniem powietrza w oponie. W takiej sytuacji, zgodnie z procedurami szef ochrony powinien zatrzymać samochód i przesadzić prezydenta do bezpiecznego auta. Ale tego nie zrobił.

Opona w prezydenckiej limuzynie /RMF FM

Gazeta wytyka jeszcze jeden błąd. W kolumnie z prezydentem jechał także samochód nieuprzywilejowany. A tego zakazuje prawo i zarządzenia wewnętrzne BOR.

Do groźnego incydentu doszło w czasie przejazdu prezydenckiej kolumny autostradą A4, na terenie woj. opolskiego. Andrzej Duda jechał z Karpacza, auto poruszało się z prędkością autostradową. W okolicach Lewina Brzeskiego k. Opola pękła tylna opona w prezydenckiej limuzynie. Andrzejowi Dudzie, ani żadnej z towarzyszących mu osób nic się nie stało.

Do tej pory szefostwo BOR wszczęło postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch pracowników stacji obsługi pojazdów, którzy 3 marca dopuścili samochód do jazdy. Zwolniono również szefa wydziału transportu.

W piątkowym wydaniu "Rzeczpospolitej" także:

- Jarosław Kaczyński dla "Rzeczpospolitej": Nie jestem reżyserem w teatrze kukiełek

- Mniejsze pieniądze z banków


(dp, MKam)