„44 dni – aż tyle będzie trwała przerwa wakacyjna w obradach Sejmu” – wylicza „Rzeczpospolita”. Dziennik podkreśla, że pytani o uzasadnienie takiej decyzji politycy rządzącej partii nabierają wody w usta.

Sala obrad Sejmu /PAP/Tomasz Gzell /PAP

"Posłowie po raz ostatni spotkają się na czterodniowym posiedzeniu od 19 do 22 lipca, jeszcze przed Światowymi Dniami Młodzieży. Na Wiejską wrócą dopiero 5 września, w dodatku na krótkie, dwudniowe posiedzenie" - pisze we wtorkowym wydaniu "Rzeczpospolita".

Kto podjął decyzję o długości sejmowych wakacji? Jak wyjaśnia "RP", terminarz posiedzeń ustala prezydium Sejmu. Co ciekawe, wicemarszałek Ryszard Terlecki z PiS, który jest członkiem tego gremium przyznał, że nie zna powodów wprowadzenia rekordowych wakacji.

"Brak jasnego stanowiska polityków PiS może dziwić, bo długie wakacje na pewno spotkają się z krytyką wyborców. Zdaniem opozycji dłuższe wakacje są po to, by odsunąć trudne decyzje w czasie" - zauważa "Rzeczpospolita".

We wtorkowym wydaniu "Rzeczpospolitej" także:

- Rabatem od firmy dziel się z fiskusem

- Polacy kochają podróbki


(mn)