Klacze Shirley Watts przez pół roku przebywały w janowskiej stadninie bez podpisanej umowy - ujawnia w czwartkowym wydaniu "Rzeczpospolita". Ta sytuacja miała miejsce w czasach, gdy prezesem był Marek Trela. W rozmowie z dziennikiem bagatelizuje on tę kwestię i mówi o "dżentelmeńskiej umowie". Według gazety Amra - klacz, która padła w ubiegłą sobotę - cierpiała na chorobę wrzodową żołądka.

Konie w stadninie w Janowie Podlaskim /Wojciech Pacewicz /PAP

Jak pisze "Rzeczpospolita", z dokumentów wynika, że klacze brytyjskiej celebrytki i żony perkusisty The Rolling Stones - Amrę, Agustę, Prerię i Pietę - sprowadzono do Janowa już wiosną 2015 r. Umowę ich dzierżawy podpisano jednak dopiero 16 października w dniu śmierci innej klaczy Pianissimy, największej perły stadniny.

"Dlaczego dyrektor Trela podpisał umowę z Watts dopiero w połowie października, a więc pół roku po czasie? Na jakich zasadach klacze przebywały od wiosny do jesieni w państwowej stadninie?" - zastanawia się "Rzeczpospolita". Sam Trela pytany o tę sprawę twierdzi, że "Hodowla koni to zajęcie dla dżentelmenów, którzy wiedzą, co to jest gentlemen’s agreement, i tak było w tym wypadku".

Jak pisze "Rzeczpospolita", Amra - klacz, która padła w ubiegłą sobotę - cierpiała na chorobę wrzodową żołądka. Zdiagnozowano u niej przemieszczenie okrężnicy dużej. Z faktury wynika, że za leczenie Amry ponad 2,7 tys. zł zapłaciła stadnina w Janowie. Podobnie było z Pietą, którą w maju ubiegłego roku leczono z powodu ochwatu kopyt (i powtórnie od końca sierpnia do września, gdyż choroba wróciła).

W ciągu ostatnich pięciu lat w janowskiej stadninie padły 52 konie, najwięcej - 12 - w ubiegłym roku i już trzy w tym roku. Poza Prerią (w marcu) i Amrą (w kwietniu) w styczniu padła Driada.

W czwartkowej "Rzeczpospolitej" także:

- Andrzej Duda: Tylko Sejm może zakończyć spór o TK
- Państwo prawie bez VAT


(mn)