Polski rząd nie zamierza formalnie zgłaszać kandydatury Radosława Sikorskiego na sekretarza generalnego NATO - zapowiedział w Sejmie premier Donald Tusk. Dodał jednak, że strona polska od początku daje wyraźnie do zrozumienia, że szef polskiej dyplomacji powinien być poważnie brany pod uwagę w rozmowach dotyczących wyboru następcy Jaapa de Hoop Scheffera.

Protesty nie tylko w Londynie. Barykady na ulicach, porozbijane witryny sklepowe, ponad stu aresztowanych – taki jest bilans ulicznych starć przed szczytem NATO w Strasburgu i Baden-Baden. To prawdopodobnie dopiero początek fali zamieszek. czytaj więcej

Premier podkreślił na konferencji prasowej, że na stanowisko sekretarza generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego nie ma formalnych zgłoszeń państw, jedynie poza Kanadyjczykami, którzy zgłosili swojego kandydata. Ocenił też, że w tej sprawie toczy się niezwykle delikatna gra.

Tusk zwrócił także uwagę, że to prezydent Lech Kaczyński reprezentuje Polskę na jubileuszowym szczycie NATO w Niemczech i we Francji, gdzie będą toczyły się rozmowy dotyczące następcy Scheffera, którego kadencja kończy się w lipcu. Sprawa jest trochę w jego rękach - stwierdził szef rządu. Ale - jak zaznaczył - nie chce zrzucać na prezydenta całej odpowiedzialności za efekt końcowy.

Powodzenie kandydatury Radosława Sikorskiego w wyścigu do fotela szefa NATO stanęło pod znakiem zapytania, gdy pojawiły się nieoficjalne informacje o poparciu Stanów Zjednoczonych dla premiera Danii Andersa Fogh Rasmussena. Jego postać wzbudza jednak sprzeciw Turcji, a nowy szef Sojuszu powołany może zostać tylko za jednomyślnym poparciem wszystkich państw członkowskich.

Turecki premier Recep Tayyip Erdogan poinformował właśnie, że sprzeciwia się kandydaturze Rasmussena. Osobiście jestem przeciwny. Wątpię w jego zdolności do przyczynienia się do poprawy bezpieczeństwa na świecie - stwierdził Erdogan na konferencji w Londynie.