Rozpoczął się remont katowickiego dworca kolejowego. Znikają sklepy, stoiska i stragany, ale też odrapane ściany, wystające kable i ciemne zaułki. Latem powstanie tam dworzec tymczasowy, a za dwa lata wielki kompleks kolejowo-biurowo-handlowy. Wszystko ma kosztować 240 mln euro.

Dworcowe przenosiny...

Nie ma już zakładu fryzjerskiego w dolnym holu dworca. To był jeden z najczęściej odwiedzanych fryzjerów w mieście. Systematycznie znikają też dworcowe stragany, kioski i sklepy. Niebawem przestanie też działać zakład fotograficzny z tunelu pod czwartym peronem. Robiłem tu zdjęcia 18 lat. Dlatego z jednej strony żal będzie stąd odchodzić - mówi właściciel zakładu. Ale zaraz dodaje, że pewnie klientów nie straci, bo zaczną przychodzić do nowego zakładu niedaleko dworca. Będę tam miał centralne ogrzewanie i okno, którego tu, pod czwartym peronem nie ma. A bez okna jakoś tak smutno - kończy fotograf.

W tunelu prowadzącym do głównej dworcowej hali słychać dźwięki gitary. Gram tu od trzech lat. Dobrze niesie dźwięk w tym tunelu. No i jest jakieś zadaszenie - mówi młody mężczyzna. Wie, że już niedługo będzie musiał stamtąd odejść. Nie rozpaczam - zaznacza. Przecież jest tyle miejsc, gdzie można grać na gitarze. Ale dobrze się tu gra, zresztą nie tylko mnie, bo jest nas tu więcej, niektórzy przychodzą na chwilę, inni - jak ja - zostali na dłużej - dodaje.

Kilka metrów dalej, w niewielkim sklepie mężczyzna kupuje stare naczynie. Są tam też wiekowe kieliszki, pokryte kurzem świeczniki, stare ramki do zdjęć czy kuchenne naczynia sprzed wielu lat. Lubię tu kupować - mówi mężczyzna. Ale dworzec musi być przebudowany, bo to przecież wizytówka miasta. A na razie jakie jest wrażenie? To koszmarne miejsce.

Ale jest tu dużo ludzi i handel dobrze idzie - mówi sprzedająca w sklepie kobieta. To nie nasza wina, że ten dworzec tak wygląda. Przecież my płacimy czynsz - zaznacza. Na razie nie wie jeszcze, gdzie się przeniesie.

Nowego miejsca szukają też sprzedawcy z dworcowego antykwariatu. W ciągu kilku lat zdobyli stałych klientów, można u nich było kupować "białe kruki", ale były też i legendarne "tygryski" za... złotówkę każdy. Coś znajdziemy - mówi sprzedawca. No i liczymy,że ci,którzy tu kupowali,przyjdą też i tam. Bo książki są najważniejsze.