​Rektorzy ostro krytykują pomysły zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym dotyczące likwidacji habilitacji i zmian w ustroju uczelni. "Bardzo złym pomysłem jest przenoszenie do naszego systemu właścicielskiego na siłę wzorców z zupełnie innych państw o innej historii, innych przyzwyczajeniach i tradycjach" - mówi RMF FM przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Zdj. ilustracyjne /Andrzej Hrechorowicz /PAP

Profesor Jan Szmidt krytykuje wprowadzanie doktoratu wdrożeniowego, bo jest jego zdaniem niepotrzebny i pomysł likwidacji habilitacji, bo ta jest konieczna.

Najbardziej niepokojące są zmiany dotyczące ustroju uczelni mówiące o zastąpieniu rektora prezydentem, czy wprowadzeniu Rady Powierniczej.

Przenoszenie na siłę wzorców z zupełnie innych państw, o innej historii, innych przyzwyczajeniach i tradycjach, takich jak Niemcy, Francja, a już w szczególności Stany Zjednoczone, jest złym pomysłem - mówi profesor Szmidt.

Ministerstwo Nauki podkreśla, że ostateczny projekt pokaże dopiero we wrześniu, ale przyznaje, że chce zmienić ustrój uczelni. Habilitacja prawdopodobnie pozostanie, choć zmienimy jej tryb - dodaje wiceminister Aleksander Bobko. 

Gość: Prof. Jan Szmidt, przewodniczący KRASP

****

Przeczytaj rozmowę Grzegorza Kwolka z profesorem Janem Szmidtem.

Grzegorz Kwolek: Zacznijmy od pytania o to, czy Ustawa 2.0, o której już kilku ministrów mówiło, jest potrzebna i ewentualnie, pana zdaniem, jakie zmiany są potrzebne w tym momencie w ustawie o szkolnictwie wyższym?

Prof. Jan Szmidt: Na pewno reformowanie szkolnictwa wyższego musi się odbywać i musi się odbywać w sposób ciągły dlatego, że świat się zmienia. Świat się zmienia w ogromnym tempie. Potrzeba kształcenia elit różnego rodzaju: i elit politycznych, i elit gospodarczych, technicznych, inżynieryjnych na odpowiednim poziomie wymaga również zmian w szkolnictwie. To nie jest tak, że raz ukształtowany system, raz ukształtowani ludzie będą zawsze odpowiadać na potrzeby otaczającego nas świata i w większości państw świata te procesy trwają - w niektórych kilkanaście, kilkadziesiąt lat. W Polsce też. Przecież mamy ustawę z 2005 roku, ona była później modyfikowana raz, drugi, teraz pan premier wstępnie pierwszą modyfikację wprowadzał, teraz ma powstać nowa, kompleksowa Ustawa 2.0. Proces przekształcania szkolnictwa wyższego na potrzeby otaczającego nas świata i wymogi tego, kogo potrzebujemy, jak ukształtować człowieka, który będzie szczęśliwy w życiu, bo przecież my chcemy ludziom dać wiedzę, dać zdolność, możliwość życia w przyszłym świecie - prawdę mówiąc, nikt nie wie, jak ten świat będzie wyglądał, bowiem konia z rzędem temu, kto 20 czy 30 lat temu przewidział, że będą telefony komórkowe, w których będzie wszystko, że w zegarku będzie telefon itd., że technologie się tak rozwiną, że Internet będzie wszechwładnie panującym nam źródłem przekazywania dowolnych prawd, pół-prawd, post-prawd, najrzadziej wiedzy, bo wiedzy nie przekazuje się tak łatwo i żeby wiedzę przekazać, to po pierwsze trzeba ją mieć, a informacja sama nie tworzy wiedzy jeszcze, w związku z tym na pewno jest to potrzebne. Natomiast sposób i tryb wprowadzania tych zmian to jest osobny problem.

Pan premier założył sobie, w odróżnieniu od pani minister Zalewskiej, dość długofalowy program, bo proces toczy się już ponad rok. A więc nie jest to tak, jak wydarzyło się z edukacją: jest decyzja, zmieniamy i od przyszłego roku coś tam się dzieje. Myślę że mimo wszystko to jest dosyć szybko, ale tak naprawdę trzeba odpowiedzieć na pytanie: "Czy to, co się stanie, było potrzebne, jest potrzebne?" i na ile będzie spełniało to, o czym powiedziałem przed chwilą, czyli danie nowego impulsu dla kształcenia na najwyższym poziomie, a jednocześnie kształcenia masowego. W Polsce, przypominam, kształcimy ogromną rzeszę młodych ludzi, w żadnym kraju europejskim nie było takiego "boomu", czy takiego skoku z 400 tysięcy 20 lat temu do prawie 2 milionów dziesięć lat temu i dzisiaj 1,4 miliona przy niewiele zmieniającej się kadrze, na szczęście w ostatnim czasie zmieniającej się infrastrukturze wspomagającej, no bo fundusze strukturalne na to pozwoliły, ale w związku z tym to jest rewolucyjna zmiana, nie ewolucyjna.

To są skoki w ciągu dwóch pokoleń studentów, bo student studiuje cztery do pięciu lat, zależy na jakiej uczelni, ale zazwyczaj tyle studia magisterskie trwają, czyli w ciągu dwóch pokoleń studentów zmieniamy ustawę i następuje gwałtowny wzrost ilości studiujących, co musi prowadzić do obniżenia jakości. Tym bardziej, że kadry nie przybyło. Ta sama kadra musi kształcić znacznie większą liczbę studentów. Wieloetatowość w związku z tym się pojawiła. Pojawiło się w dużej części ograniczenie aktywności na innych polach kadry pracującej w szkołach wyższych, mówię tutaj o nauce itd. Więc odpowiedź moja na pytanie jest następująca: tak. Reformowanie, zmiany są potrzebne i zawsze to powtarzałem, natomiast sam tryb i sposób wprowadzania - oczywiście każdy kraj ma swój inny, bo inna jest historia każdego kraju, inne są tradycje, inne są przyzwyczajenia, a to jest materia bardzo delikatna i jednocześnie musi być z definicji bardzo zachowawcza, bo my 5 lat kształcimy studenta i za 10 lat będziemy wiedzieli, czy dobrze to zrobiliśmy, bo będziemy widzieć, jaka jest jego przyszłość zawodowa.

Tej odpowiedzi nie ma natychmiast, w związku z tym łatwo jest popełnić błędy, które można skorygować, ale jeżeli w międzyczasie nam się zmienia dwa razy ustawa i system kształcenia tam, co nas bardzo interesuje, a np. w tym przypadku nie byliśmy o to pytani, jaki "materiał ludzki" dostajemy, czyli jak kształci liceum, jak kształci wcześniej gimnazjum, a wręcz nawet szkoła podstawowa! Czy ci ludzie przychodząc do nas potrafią się uczyć, czy potrafią już tylko być nauczani. Zupełnie inny proces następuje wtedy u nas. Następuje zderzenie z rzeczywistością młodych ludzi, które często kończy się... Może "często" przesadziłem, ale naprawdę to nie są jednostkowe przypadki - kończą się wielkimi stresami, kończą się depresjami, kończą się szpitalem psychiatrycznym, a zdarzają się również samobójstwa, bo to jest naprawdę szok dla młodego człowieka, któremu nagle "każe się", który musi zacząć się sam uczyć, a nie być nauczanym. Czy szkoła do tego przygotowuje? Poza tym kształcenie wyższe ma kilka oblicz. Musimy kształcić elity, tych najzdolniejszych, bo chcemy mieć noblistów, chcemy mieć ludzi, którzy będą w świecie słynęli ze swojej otwartości, kreatywności, a jednocześnie głębokiej wiedzy, która pozwala przy tych przymiotach, przy tych talentach osobistych, ich, jako ludzi, dokonywać odkryć, dokonywać opracowania nowych technologii, dokonywać tego wszystkiego, z czym mamy na co dzień do czynienia. I dlaczego mają to nie być ludzie z Polski? Są z Polski, bo Polacy są bardzo kreatywnym narodem i bardzo chętnym do odkrywania różnych nowych pól i tworzenia nowych kierunków rozwojowych, więc jeśli zmiany będą szły w tę stronę i dawały jednocześnie dużą autonomię, co pan premier zawsze podkreśla, że to ma być autonomia uczelni, to myślę, że te zmiany będą dobre i musimy w to wierzyć, że one będą dobre.