Zakończyło się głosowanie w referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz interpretacji przepisów podatkowych. Oficjalne wyniki - jak szacuje PKW - mogą zostać podane w poniedziałek po południu, około godziny 18. Wiadomo już, że w całych Stanach Zjednoczonych w polskim referendum wzięło udział tylko 656 osób.

Jeden z lokali wyborczych /Adam Warżawa /PAP

Uprawnionych do głosowania było ponad 30 mln wyborców. By wynik referendum był wiążący, musi w nim wziąć udział ponad połowa mogących głosować.

Wyniki referendum zostaną podane w poniedziałek ok. godz. 18. Czekamy na protokoły z komisji - mówił zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak. Jak dodał członek PKW Wojciech Kręcisz, dla każdego z trzech pytań frekwencja będzie liczona odrębnie.

Głos można było oddać w ponad 27 tys. lokali wyborczych. Poza granicami kraju utworzono 189 obwodów głosowania. Wydano ponad 21 tys. zaświadczeń o prawie do głosowania. Pakiety referendalne zostały wysłane w kraju do blisko 1,5 tys. osób, zagranicą - prawie 4 tys.

Polacy w referendum odpowiadali na trzy pytania: czy są "za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu"; czy są "za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa" i czy są "za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego, na korzyść podatnika".

Bardzo niska frekwencja w USA

Polacy mieszkający w USA już w sobotę mogli głosować w referendum. Do udziału w referendum zarejestrowała się rekordowo niska liczba wyborców - niespełna 1200 osób, z czego ostatecznie zagłosowało tylko 656, w tym w stołecznym okręgu konsularnym Dystryktu Kolumbii tylko 35 osób. Dla porównania w przeprowadzonej w maju drugiej turze wyborów prezydenckich brało udział prawie 23 tys. Polaków w Stanach Zjednoczonych.

Wybory odbywały się w czterech okręgach konsularnych: Chicago, Nowy Jork, Waszyngton i Los Angeles. 

Według zsumowanych przez PAP danych nadesłanych przez te konsulaty większość wyborców w USA opowiedziała się za wprowadzeniem JOW-ów w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, co było przedmiotem pierwszego pytania w referendum (416 głosów na TAK, 213 głosów na NIE).

W drugim pytaniu wyborcy mieli odpowiedzieć, czy są za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Większość głosujących w USA opowiedziała na to pytanie negatywnie, czyli za wprowadzeniem zmian (211 głosów na TAK, 427 głosów na NIE).

W trzecim, ostatnim pytaniu ogromna większość Polaków głosujących w USA odpowiedziała się za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika (480 głosów na TAK, 158 na NIE).

Konsulowie uważają, że na małe zainteresowanie udziałem w referendum wpłynął m.in. długi weekend w związku z wypadającym w poniedziałek w USA Świętem Pracy (Labor Day). Poza tym dla wielu Polaków mieszkających w USA tematy, które były przedmiotem referendum, są zbyt odległe. Dla osób, które mieszkają długo poza Polską, kwestie takie jak jednomandatowe okręgi wyborcze są dość abstrakcyjne. Ktoś musi bardzo interesować się sytuacją w Polsce, by mieć zdanie na ten temat - powiedział PAP jeszcze przed wyborami wicekonsul w Nowym Jorku Mateusz Stąsiek. 

Dane Biura Spisu Ludności z 2000 roku mówią o 9,5 miliona mieszkańców USA deklarujących polskie pochodzenie. 

Nie było poważnych incydentów

Głosowanie w niedzielnym referendum przebiegało bez zakłóceń - poinformował zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak. 
Państwowa Komisja Wyborcza do godz. 22.15 nie otrzymała żadnych informacji o nadzwyczajnych zdarzeniach związanych z referendum - powiedział Marciniak w niedzielę wieczorem na konferencji prasowej po zakończeniu głosowania. 

Jak informowała wcześniej PKW, z meldunków policji wynika, że w niedzielę doszło do kilkunastu incydentów, nie miały one jednak wpływu na przebieg głosowania.

Jednym z incydentów była kradzież torebki przewodniczącej obwodowej komisji ds. referendum w woj. łódzkim, znajdowały się w niej kody dostępu do systemu informatycznego; kody te po zgłoszeniu zostały unieważnione. W Otwocku policja zatrzymała mężczyznę pod wpływem alkoholu, który wyniósł kartę do głosowania z lokalu referendalnego i ją podarł. Za niszczenie dokumentów referendalnych grozi kara do trzech lat więzienia. Z kilku innych lokali wyborcy wynieśli karty do głosowania.

Policja odnotowała także przypadki łamania ciszy wyborczej. Na portalu internetowym "Teraz Gostynin" - jak potwierdziła policja - cyklicznie pojawiało się ogłoszenie z wizerunkiem Pawła Kukiza ze wskazaniem, w jaki sposób wypełniać karty referendalne. Z kolei policja we Wschowie (Lubuskie) otrzymała informację o prowadzeniu w sobotę agitacji wyborczej za pośrednictwem portalu społecznościowego. We Wrocławiu policja otrzymała zgłoszenie o trzech osobach rozdających ulotki związane z referendum. W Krakowie z kolei na policję wpłynęło zawiadomienie, że za wycieraczkami zaparkowanych samochodów znajdują się ulotki z wizerunkiem jednego z liderów komitetów referendalnych, które zawierały instrukcję do głosowania w określony sposób.

Do komendy wojewódzkiej policji w Rzeszowie wpłynęło zgłoszenie o 52-latku, który wszedł do lokalu referendalnego, położył się na ziemi i nie chciał go opuścić. Okazało się, że mężczyzna był pijany.

Z kolei członkini jednej z warszawskich komisji siadając na krześle przewróciła się. Kobieta trafiła do szpitala. Także w stolicy 47-letni mężczyzna, członek jednego z komitetów wyborczych, awanturował się w lokalu komisji referendalnej.

W dwóch przypadkach doszło do usunięcia flagi państwowej umieszczonej przy lokalach referendalnych. 

(mal)