24 osoby zatrzymane w czwartek podczas protestu przed siedzibą i w budynkach Lasów Państwowych w Warszawie noc spędziły w policyjnym areszcie. To aktywiści organizacji ekologicznych, którzy prowadzili akcję przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej.

Policja usuwa protestujących sprzed siedziby Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych w Warszawie /Rafał Guz /PAP

Dziś maja być kontynuowane przesłuchania. Aktywiści najprawdopodobniej usłyszą zarzuty. 

Według policji, 22 osoby naruszyły mir domowy, okupując siedzibę Lasów Państwowych. Za to przestępstwo grozi rok więzienia. Pozostałe dwie osoby mają odpowiadać za naruszenie nietykalności policjanta, a także za tzw. bezprawne wymuszanie określonych działań na funkcjonariuszach.

Protestujący przeciwko wycince puszczy ekolodzy okupowali siedzibę Lasów Państwowych przy ul. Grójeckiej w Warszawie. Aktywiści chcą wycofania się szefa Lasów Państwowych z decyzji, która pozwala prowadzić cięcia na 2/3 powierzchni puszczy; wycofania harwesterów, czyli ciężkiego sprzętu używanego do wycinki; czy zaprzestania sprzedaży drewna z puszczy. Ich zdaniem walka z kornikiem to zasłona dla komercyjnej eksploatacji lasu.

Rzeczniczka prasowa Lasów Państwowych Anna Malinowska w rozmowie z PAP zaznaczyła, że protest nie był zgłoszony ani w urzędzie miasta, ani w samej instytucji. W jej ocenie "nie miał zbyt wiele wspólnego ze spontanicznością i pokojowością".

(mn)