Odnalezione w Wiśle szczątki to ciało zaginionego szyfranta polskiego wywiadu Stefana Zielonki - poinformował szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg. Nie ma wskazań, by do śmierci Zielonki przyczyniły się osoby trzecie - zaznaczył.

Ze wstępnych oględzin nie wynika, by ktoś przyczynił się do śmierci szyfranta - posłuchaj relacji romana osicy

Po badaniach DNA w laboratorium policji - jak zaznaczył prokurator - w sposób nie budzący wątpliwości uznać należy, że odnalezione zwłoki są szczątkami chorążego Stefana Z. (…) Powinno to zamknąć wszelkie spekulacje w tej sprawie - dodał.

Prokurator powiedział, że patomorfolog określi ewentualnie czas śmierci i jej przyczynę, choć na razie prokuratora nie ma danych by uznać, że przyczyniły się do niej "osoby trzecie". Według Szeląga, śledztwo w sprawie dezercji Zielonki zostanie umorzone po wpłynięciu opinii patomorfologa oraz toksykologa. Najwcześniej mogą one być znane w przyszłym tygodniu.

W kwietniu w Warszawie odkryto szczątki ludzkie, przy których był m.in. wyciąg z konta Zielonki. Prokuratura zleciła badania genetyczne, by ustalić, czy to istotnie zwłoki szyfranta.

52-letni wojskowy szyfrant Stefan Zielonka zniknął 12 kwietnia ubiegłego roku - wyszedł ze swojego mieszkania na warszawskim Gocławiu i od tamtej pory nie dał znaku życia. Wcześniej przez 20 lat pracował w służbach wojskowych, w tym jako kontakt zagraniczny na placówkach dyplomatycznych, między innymi na Bałkanach. Zajmował się szyfrowaniem depesz krążących między centralą Służby Wywiadu Wojskowego a zagranicznymi placówkami.