Jadwiga L. zażądała przeprowadzenia badań lekarskich. Lekarz stwierdził, że stan jej zdrowia nie pozwala na przesłuchanie - poinformowała rzeczniczka prokuratury apelacyjnej Ewa Piotrowska. Puławska prokuratura zamierza postawić kobiecie zarzut naruszenia miru domowego przez przebywanie na terenie klasztoru wbrew woli właściciela.

Do tej pory przesłuchano dwie byłe betanki. Prokuratura twierdzi, że kontakt z nimi był utrudniony, ponieważ nie chciały odpowiadać na pytania. Dwie kolejne, w ogóle nie stawiły się w prokuraturze, choć były wezwane w trybie nie cierpiącym zwłoki. Według naszych informacji niektórzy rodzice nie wiedzą, gdzie przebywają ich córki. Zbuntowane betanki nie zostały w domach rekolekcyjnych, do których zostały przewiezione autokarami.

Dyrektor domu rekolekcyjnego w Nałęczowie, z którym rozmawiał reporter RMF FM Krzysztof Kot, powiedział, że 16 kobiet nawet nie wysiadło z autobusu. Byłe betanki poczekały aż podjedzie kilka samochodów osobowych, przesiadły się do nich i odjechały w nieznanym kierunku. Podobny scenariusz powtórzył się przed domem rekolekcyjnym w Dąbrowicy.

Takiego zachowania można się było spodziewać - powiedział RMF FM dominikanin, o. Grzegorz Kluz. Jeśli ktoś mówi, że to, w co przez cały czas się wierzyło, jest jakąś ułudą, trudno uwierzyć. Na pewno szukają tego, w czym żyły przez ten czas - zaznaczył.

W środę po południu zakończyła się eksmisja byłych betanek z domu zakonnego w Kazimierzu Dolnym. Zbuntowane kobiety przewieziono do domów rekolekcyjnych. Do budynku wprowadziło się już kilkanaście zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej, właściciela nieruchomości. czytaj więcej

Wszystko wskazuje na to, że byłe zakonnice miały wcześniej ułożony plan i dlatego – być może – eksmisja przebiegła tak spokojnie. Wczoraj przed godz. 16. z klasztoru w Kazimierzu Dolnym wyprowadzono wszystkie 64 zbuntowane siostry. Kilkadziesiąt minut później do budynku wprowadziło się kilkanaście zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej, właściciela nieruchomości.

Nie wiadomo też, co dzieje się z trzema Białorusinkami i dwiema Rosjankami, które przebywały w klasztorze. Cudzoziemki zostały jedynie poinformowane, że mają tydzień na opuszczenie Polski. Nie ma żadnych podstaw, żeby je inwigilować. Jeżeli jednak natrafimy na ich ślad i będziemy wiedzieli, że dalej przebywają nielegalnie, to zostaną poddane procedurze deportacyjnej - wyjaśnia podinspektor Janusz Wójtowicz z lubelskiej policji. Eksperci nie wykluczają, że w grę może wchodzić psychomanipulacja. Otwarcie stawiają pytanie: czy to nie jest już sekta?