W Sądzie Okręgowym w Poznaniu odbędzie się dzisiaj kolejna rozprawa w procesie ws. zabójstwa Ewy Tylman. Zeznania złożą członkowie rodziny oskarżonego o zabójstwo Adama Z. oraz brat Tylman.

Adam Z. po wyjściu z aresztu /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Adam Z. odpowiada w procesie z wolnej stopy. 20 lutego sąd podjął decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztu, w którym mężczyzna przebywał od grudnia 2015 roku. Zastosował wobec niego dozór policji dwa razy w tygodniu i zakazał mu opuszczania kraju. Mimo zażalenia prokuratury sąd apelacyjny podtrzymał to postanowienie.

Sędzia Magdalena Grzybek, decydując o zwolnieniu Z. z aresztu, stwierdziła między innymi, że przesłuchani zostali już najważniejsi świadkowie i Adam Z. nie powinien już mataczyć. Przypomniała też, że możliwe, iż podejrzany odpowie nie za zabójstwo, ale nieudzielenie pomocy. W takim przypadku mężczyźnie groziłoby nie 25 lat więzienia lub dożywocie, a maksymalnie 3 lata pozbawienia wolności.

Oświadczenie w sprawie zwolnienia Adama Z. z aresztu wydał ojciec Ewy Tylman.

Nie jestem w stanie uwierzyć, że śmierć mojej córki jest wynikiem przypadku, a cała odpowiedzialność oskarżonego ma polegać na rzekomym nieudzieleniu pomocy. Nie uwierzę w to nigdy, że Ewa z własnej woli czy przypadkowo znalazła się w Warcie i tam zakończyła swoje życie - napisał Andrzej Tylman.

Cały czas liczyłem na wyjaśnienie tej tragedii, ale dzisiaj wątpię, czy kiedykolwiek uda się dojść do prawdy. Zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że mężczyzna oskarżony o zabójstwo mojej córki będzie chodził na wolności, a to, co się rozważa w ramach jego odpowiedzialności, ma być nieudzieleniem pomocy. Nie ma na to mojej zgody. Nie spocznę jako ojciec dopóki nie wyjaśnię okoliczności śmierci mojej córki i nadal liczę, że państwo stanie na wysokości zadania i spowoduje, że osoba winna śmierci mojej córki poniesie karę - zaznaczył.

Podczas wcześniejszych rozpraw Adam Z. nie przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. Twierdził, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do złożenia wcześniej niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmusili go policjanci.

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie, że 23 listopada 2015 roku, przewidując możliwość pozbawienia życia Ewy Tylman, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Według biegłych, w chwili popełnienia przestępstwa był poczytalny.

(MRod)