Prezydent liczy na kompromis w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Jestem zwolennikiem ratyfikowania tego traktatu - powiedział w Estonii Lech Kaczyński. Komentując krytykę ze strony premiera powiedział, że Platforma Obywatelska i Donald Tusk odgrywają się za przegraną w wyborach z 2005 roku.

Mam nadzieję, że dojdzie do zdrowego kompromisu - powiedział Kaczyński. Jeżeli jest tak zaciekła obrona przed kompromisem to znaczy, że jest zamiar zmian tekście Traktatu, szczególnie jeżeli chodzi o protokół brytyjski i być może Joaninę. To mnie niezmiernie niepokoi. To jest wszystko, co mam do powiedzenia - dodał. Prezydent podkreślił, że nie ma obowiązku podpisania aktu ratyfikacji. Lech Kaczyński sam też skomentował swoje wczorajsze wystąpienie w telewizji. Jak informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada, prezydent zdradził, że nie wiedział, że w orędziu wykorzystano muzykę z "Polskich dróg".

Premier proponuje referendum

Premier Tusk stwierdził we wtorek, że nie wyobraża sobie, by prezydent podpisu nie złożył. Jeśli PiS w swoim zacietrzewieniu zablokuje ratyfikację Traktatu Lizbońskiego przez parlament, będzie trzeba odwołać się do opinii Polaków wyrażonej w referendum - zapowiedział Donald Tusk. To jego reakcja na słowa prezydenta o tym, że złoży on podpis jedynie pod swoim projektem ustawy ratyfikacyjnej.

Premier nie dowierza i uznaje, że ta zapowiedź, tak jak całe wczorajsze orędzie, była niepotrzebna. Mam nadzieję, że te niepotrzebne słowa to było przejęzyczenie. Nie wyobrażam sobie, aby prezydent odmówił złożenia podpisu, do czego obliguje go konstytucja, pod podpisanym Traktatem Lizbońskim. Donald Tusk dodał, że wczorajszym wystąpieniem prezydent straszył Polaków i poparł tych, którzy wywołali antyeuropejską awanturę, czyli Prawo i Sprawiedliwość.

Rząd chce, aby Sejm przegłosował najpierw rządowy projekt ustawy o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Z kolei Lech Kaczyński upiera się przy swoim projekcie. Czytamy w nim m.in. że do ewentualnego odstąpienia od niektórych zapisów traktatu konieczna jest zgoda Sejmu, Senatu, rządu i samego prezydenta.

Politycy Platformy Obywatelskiej twierdzą, że jest to zapis niekonstytucyjny. Po drugie, obawiają się, że projekt bocznymi drzwiami rozszerza kompetencje prezydenta i daje mu uprawnienia, których nie przewiduje żadna ustawa czy konstytucja. Nigdzie nie ma bowiem zapisu, że na jakąkolwiek zmianę musi się zgodzić jednocześnie rząd, 2/3 Sejmu, 2/3 Senatu i prezydent. To gwarancja większa, niż przewiduje konstytucja, dlatego projekt badają prawnicy, a marszałek Sejmu nie wyklucza jego odesłania. Praktyka jest taka, że projekt przekazuje się z powrotem do wnioskodawcy z prośbą o poprawienie - mówi Bronisław Komorowski.

Ostre słowa, a nawet mało dyplomatyczne wymiany zdań na sejmowej trybunie - we wtorek po tygodniowej przerwie posłowie znów zajmują się ustawą ratyfikującą Traktat Lizboński. Szans na kompromis nie widać, choć do gry włączył się prezydent. Pytanie, czy Polacy rozumieją jeszcze, o co chodzi w tym... czytaj więcej

Lider PiS przekonuje jednak, że Traktat Lizboński musi być zabezpieczony nawet bardziej niż polska konstytucja. Chcemy to ustanowić w trybie, który jest stosowany przy zmianach konstytucji. Więcej, jest ostrzejszy - zaznacza Jarosław Kaczyński. Tego typu sformułowania budzą jednak obawy, że po ewentualnym uchwaleniu ustawy projektu prezydenta i PiS, wylądowałaby ona w Trybunale Konstytucyjnym.

Traktat Lizboński zmienia zasady funkcjonowania Unii Europejskiej. Nadaje jej m.in. osobowość prawną i stanowisko przewodniczącego, czyli quasi-prezydenta. Obecny spór w Sejmie dotyczy polskich zdobyczy. PiS obawia się, że jakaś nowa ekipa odstąpi od metody głosowania w UE, czyli tzw. Joaniny, lub wypowie Protokół Brytyjski.

Ratyfikacja, traktat, poprawki, Joanina… Od kilku tygodni te trudne słowa polscy politycy odmieniają przez wszystkie przypadki. I kłócą się ostro, nie przebierając w słowach, czy ratyfikować Traktat Lizboński przez uchwałę czy przez ustawę. Spróbujmy rozszyfrować te skomplikowane słowa. czytaj więcej

Konstytucjonaliści o sejmowej kłótni

Ja się temu dziwię, dlaczego tak właśnie jest. Nie widzę żadnych powodów natury międzynarodowoprawnej, żeby Polska miała być krajem, w którym ratyfikacja traktatu przebiega z oporami - tak polityczną zawieruchę wokół Traktatu Lizbońskiego komentuje konstytucjonalista Piotr Winczorek. Proszę zwrócić uwagę, że inne kraje mają już to za sobą, lub będą miały w niedługim czasie. Niewielkie kraje, jak Malta lub Słowenia, wcale się nie boją utraty niepodległości (…) - zaznacza. Posłuchaj rozmowy, którą z profesorem Piotrem Winczorkiem przeprowadził Bogdan Zalewski:

Jest to zupełnie nielogiczne, że prezydent przygotował projekt ustawy, która ma go upoważnić do ratyfikowania traktatu – mówi z kolei doktor Jarosław Szymanek z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. W związku z tym, ewentualne wyjście z inicjatywą ustawodawczą prezydenta kłóci się z logiką funkcjonowania systemu. Z konstytucjonalistą rozmawiał reporter RMF FM Mariusz Piekarski:

U nas przejdzie, padnie w Irlandii, Wielkiej Brytani i Francji?

Większość krajów Unii Europejskiej zamierza ratyfikować traktat w parlamentach, by uniknąć katastrofy sprzed dwóch lat. Wtedy to Francuzi i Holendrzy odrzucili w referendach unijną konstytucję, od której nowy traktat niewiele się różni. Dziś referendum czeka Irlandczyków. A tam niespełna 25 proc. Irlandczyków popiera nowy traktat UE, a ponad 70 proc. wciąż nie wie, jak głosować. W 2001 r. mieszkańcy Zielonej Wyspy odrzucili traktat nicejski przygotowujący rozszerzenie Unii.

Nad sposobem przyjęcia Traktatu Lizbońskiego zastanawia się jeszcze Portugalia. Z kolei brytyjski premier Gordon Brown chce parlamentarnej ratyfikacji, ale konserwatywna opozycja oraz część Partii Pracy żądają rozpisania referendum. Twierdzą, że skoro poprzedni premier Tony Blair obiecał głosowanie w sprawie eurokonstytucji, to Traktat Lizboński powinno się przyjmować tą samą drogą.

Gdyby zorganizowano dzisiaj referendum we Francji, Traktat Lizboński mógłby zostać odrzucony tak, jak wcześniej odrzucony został projekt eurokonstytucji powiedział korespondentowi RMF FM Dominique Moisi renomowany politolog z Francuskiego Instytutu Relacji Międzynarodowych.

W czasie referendum w sprawie projektu eurokonstytucji Francuzi skorzystali z okazji nie tylko, by głosować przeciwko temu traktatowi, ale również wyrazić niezadowolenie z polityki rządu. Nie jest wykluczone, że mogłoby się to dziś powtórzyć. Według politologa, problemy wewnątrzkrajowe za bardzo rzutują na sprawy europejskie.

8 milionów osób obejrzało prezydenckie orędzie

Lech Kaczyński próbował wczoraj streścić i uprościć debatę polityczną na temat ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Ten nieco komiksowy sposób prezentacji okazał się dosyć nośny. Transmitowane w obu programach publicznej telewizji obejrzało ponad 8 milionów Polaków. Co drugi z włączonych wczoraj o godz. 20 telewizorów pokazywał prezydenckie orędzie.

Skuteczność wystąpienia będzie znana, gdy ujrzymy sondaże. Jednak na pewno z punktu widzenia PiS wystąpienie prezydenta było dobrym ruchem. Pozostający w defensywie obóz braci Kaczyńskich zrobił krok do przodu. Sugestywnie pokazał, dlaczego czuje obawy przed Traktatem Lizbońskim, wskrzesił wizję Europy dybiącej na ziemie odzyskane i żeniących homoseksualistów.

Dlaczego więc prezydent zgodził się na taki złowieszczy traktat? To już zupełnie inne pytanie. Jednak na pewno użyte w orędziu środki działały na wyobraźnię. Melodia z „Polskich dróg”, mapy z zaczernionym Śląskiem, Pomorzem i Mazurami, ceremonia gejowskiego ślubu – przykuwały uwagę. Niektórzy uważniej patrzący zobaczyli nawet, że wisząca za prezydentem polska flaga była odwrócona.