Sąd prześle ministrowi sprawiedliwości akta w sprawie „przecieku starachowickiego” niezależnie od tego, czy będzie pisemne uzasadnienie wyroku. Z odpowiednim wnioskiem wystąpił prezydent. Czy skazany na 3,5 roku więzienia Zbigniew Sobotka zostanie ułaskawiony?

Pałac Prezydencki na razie milczy w tej sprawie; nie wydał żadnego oficjalnego oświadczenia. Aleksander Kwaśniewski nie zamierza odpowiadać na pytania, które same cisną się na usta… Decyzji prezydenta nie chcą tłumaczyć także jego urzędnicy.

Jedynie w rozmowie telefonicznej z reporterką RMF szefowa biura komunikacji społecznej wyjaśniała, że prezydent tylko poprosił o akta sprawy Sobotki. Chce się z nimi po prostu zapoznać. Zapewniała także, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Jeśli nawet prezydent akta otrzyma, jeszcze nie musi decydować się na akt łaski - twierdzi.

Prezydent zdąży z ułaskawianiem Sobotki?

Gdyby jednak podjął taką decyzję, to czy zdąży ułaskawić Zbigniewa Sobotkę przed upływem swojej kadencji? Wszak zostało mu tylko 3 tygodnie. Zdaniem specjalistów to całkiem możliwe. A to dlatego, że wybrał szczególny tryb prawa łaski. Kodeks postępowania karnego zezwala prezydentowi na ułaskawienie nawet bez pytania o opinie sądów - mówi profesor Piotr Kruszyński z UW.

A takie ułaskawienie można przeprowadzić bardzo szybko. Teraz inicjatywa jest po stronie prokuratora generalnego. Jak przyznał Zbigniew Ziobro, jego możliwości wpływania na prezydenckie ułaskawienie są ograniczone: Jestem zobowiązany przesłać akta prezydentowi wraz z opinią. Natomiast prezydent nie jest związany moją opinią, chociaż nie powinien przechodzić nad nią do porządku dziennego.

Na niespełna miesiąc przed końcem kadencji prezydent chce ułaskawić Zbigniewa Sobotkę, skazanego na 3,5 roku więzienia za udział w aferze starachowickiej. Na akt łaski czeka także Ryszard Kalisz. czytaj więcej

Problem jest jednak z terminami. Przepisy nie określają, w jakim czasie akta sprawy wraz z opinią mają trafić do Kancelarii Prezydenta. Może się więc okazać, że Ziobro prześle je na Krakowskie Przedmieście na przykład za miesiąc. Tylko że wtedy będzie tam już urzędował inny lokator, który z pewnością nie będzie patrzył tak łaskawym okiem na Zbigniewa Sobotkę. Posłuchaj relacji reporterki RMF Beaty Lubeckiej:

Dodajmy, że Sąd Apelacyjny w Krakowie wyśle akta sprawy przecieku starachowickiego do ministerstwa sprawiedliwości, niezależnie, czy będzie uzasadnienie, czy nie. W związku z zawiłością sprawy, sąd przedłużył termin sporządzenia pisemnego uzasadnienia wyroku do 15 grudnia.

Źródła prezydenckiego gestu łaski

Dlaczego prezydent decyduje się przy końcu swej kadencji na taki gest? Skłania go do tego przyjaźń z Sobotką? Wspólnota życiorysów?

Aleksander Kwaśniewski i Zbigniew Sobotka mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęli swoją przygodę z polityką. Sobotka w młodzieżówce socjalistycznej, Kwaśniewski - w studenckiej. W połowie lat 80. obaj wkroczyli do gabinetów partyjnych i ministerialnych, zamieszkali na tym samym osiedlu na warszawskim Wilnowie.

Obaj panowie, uważani za cudowne dzieci schyłkowego PZPR, sprytnie przeobrazili się w socjaldemokratów. Z czasem Sobotka został etatowym sekretarzem stanu w MSW i choć współpracował z kolejnymi wpływowymi przełożonymi – Millerem i Janikiem – to zawsze był uważany za człowieka bliskiego prezydentowi.

Jego syn – funkcjonariusz BOR-u - ochraniał nawet Kwaśniewskiego, a ten rewanżował się mu mówiąc, że Sobotka to człowiek honoru, wielkiej uczciwości i rzetelności. Jeszcze wtedy prezydent mówił, że wierzy, iż przyjaciel oczyści się przed sądem ze stawianych mu zarzutów.

Ale gdy to się nie udało, najwyraźniej postanowił mu w tym pomóc osobiście…