Deklaracja rzymską się właśnie uciera; postulaty zgłoszone przez Grupę Wyszehradzką są brane pod uwagę, jeśli znajdą się w tekście, na pewno ją podpiszę - zapowiada premier Beata Szydło w wywiadzie dla "Polska the Times". UE oparta na szantażu wobec słabszych dobiega końca - dodała.

Premier Beata Szydło w ławach rządowych podczas posiedzenia Sejmu /Leszek Szymański /PAP

Premier pytana w wywiadzie w piątkowym wydaniu "Polska The Times, z jakim hasłem jedzie na szczyt do Rzymu podkreśliła, że na pewno hasło, że Polska to Europa, pasuje do tej sytuacji. Bo przecież to u nas, w naszej części kontynentu, jest wzrost gospodarczy, jest euroentuzjazm, ale jest także bezpiecznie - to ważne choćby w kontekście ostatniego zamachu w Londynie - podkreśliła.

Zależy nam, żeby Europa zachowała jedność i przetrwała razem. I zależy nam, by wreszcie odejść od egoistycznej polityki dominujących krajów UE, nastawionej na ich konkretne zyski. Te państwa traktują wszystkich pozostałych członków Unii z pozycji starszego brata, który ciągle wszystkich karci, poucza, traktuje protekcjonalnie. Ale czas takiej Europy się skończył. Unia oparta na lekkim szantażu wobec tych, którzy mieli inne zdanie, ale byli słabsi, dobiega końca - oświadczyła szefowa rządu.

Na pytanie, kto stosuje szantaż odparła, że doświadczyła tego podczas ostatniego szczytu UE ze strony Francji, Niemiec i krajów Beneluksu. A wszyscy pozostali siedzieli po cichu i się przyglądali, jak się zachowam - dodała. Dopytywana, czy jej zdaniem skończyła się stara Europa, premier wyraziła nadzieję, że podczas ostatniego szczytu UE zaczęła się lepsza Europa. Lepsza, czyli bardziej szanująca się wzajemnie - zaznaczyła.

"Nie można sprowadzać polskiej obecności w UE do kariery Donalda Tuska"

Na uwagę, że przez swą strategię ze szczytu będzie słyszała, że wypycha Polskę z Unii, mówiła że nie zgadza się z tym, choć PO taką narrację starała się narzucić. To kompletna bzdura. Nie można sprowadzać polskiej obecności w UE do kariery Donalda Tuska. Nie damy sobie wmówić, że rząd PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii - podkreśliła premier.

Dopytywana, że Polska może być izolowana w UE Szydło zauważyła, że Polska nie negowała wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej dla zasady, mówiąc: "Nie, bo nie". Gdyby tak było, to na każdym szczycie UE musiałabym odrzucać konkluzje - a to przecież nonsens. Dobre projekty będziemy zawsze popierać - zadeklarowała szefowa rządu.

"Jestem gotowa podpisać deklarację, ale nigdy nie podpiszę dokumentu, który podzieli Europę"

Na pytanie, czy Polska poprze deklarację rzymską, odparła: "Ona się właśnie uciera. Postulaty zgłoszone przez Grupę Wyszehradzką są brane pod uwagę. Jeśli znajdą się w tekście, na pewno ją podpiszę". Dopytywana czy będzie jej podpis jeśli tych postulatów w niej nie będzie, Szydło powiedziała: "Jestem gotowa podpisać deklarację, ale nigdy nie podpiszę dokumentu, który podzieli Europę".

Cała Unia musi szukać porozumienia. Gdyby okazało się, że w Rzymie dojdzie do sporów wokół tego dokumentu, to lepiej go nie przyjmować w ogóle. Bo ta deklaracja powinna pokazać chęć wyjścia z impasu, w jakim dziś znalazła się Europa - i ten impas nie jest wywołany przez Polskę - oświadczyła.

Na pytanie, czy Europa kilku prędkości jest nie do uniknięcia premier mówiła, że "UE potrzebuje żywej deklaracji". A przede wszystkim wyraźnych i niekwestionowanych zapisów o niepodzielności UE - to nasz główny postulat - oświadczyła premier.

"Nie ma szans na to, by został przyjęty przełomowy dokument, nowa konstytucja dla Europy"

Według niej tym, co obecnie dzieli, jest przede wszystkim kryzys migracyjny. On odcisnął się piętnem na Europie. Dlatego dziś nie ma szans na to, by został przyjęty przełomowy dokument, nowa konstytucja dla Europy, jak chcieli niektórzy. Ale to powinien być początek dyskusji o UE - tak, by Brexit ją wzmocnił, a nie osłabił - dodała.

Premier została też zapytana, czy nie byłoby wygodniej, gdyby ona sama rozpoczęła negocjacje z Theresą May w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Na tej samej zasadzie oddzielne negocjacje rozpoczęłoby 27 krajów UE. Zaczęłyby się gry, gierki, próby pozyskania dla siebie korzystnych warunków kosztem innych. To byłby koniec Unii. Oczywiście, dla Polski są sprawy bardzo ważne, choćby prawa Polaków w Wielkiej Brytanii. Będziemy w tej sprawie bardzo konsekwentni. Zrobimy wszystko, by były w jak najwyższym stopniu zagwarantowane. Nie oznacza to, że Polska nie będzie negocjować z Wielką Brytanią - podkreśliła.

"Zaczęłabym się martwić, gdyby prezes mnie nie wspierał"

Na pytanie, czy temu służy wizyta Jarosława Kaczyńskiego w Londynie, Szydło odparła, że ta wizyta była zaplanowana wcześniej - to spotkania szefów dwóch partii. Przypomniała, że prezes PiS wcześniej rozmawiał m.in. z Angelą Merkel czy Victorem Orbanem.

To, że lider naszego środowiska odbywa tego typu spotkania, jest normalne. Nie da się oderwać polityki rządu od polityki partii, która ten rząd tworzy i jest jego zapleczem parlamentarnym. Prawdę mówiąc, zaczęłabym się martwić, gdyby prezes mnie nie wspierał i nie realizował tej polityki - bo to by oznaczało, że rząd jest pozostawiony sam sobie. Zresztą rozmów Jarosława Kaczyńskiego z przywódcami politycznymi w Europie będzie więcej, bowiem wchodzimy w okres intensywnych negocjacji wokół Brexitu - poinformowała premier.

"Ktoś z zewnątrz zaczyna budować fałszywy wizerunek Polski"

Dopytywana o jej wcześniejsze słowa, że Angela Merkel zwracała uwagę na antyniemiecką atmosferę w Polsce, premier podkreśliła, że nie uważa, aby w Polsce była antyniemiecka atmosfera. Pytanie natomiast, w jaki sposób my jesteśmy traktowani przez zachodniego sąsiada. Jeśli mają miejsce takie zdarzenia, jak list do dziennikarzy w Polsce od szefa niemieckiej firmy będącej właścicielem ich tytułów, w którym on pisze, jak mają oni postępować wobec polskiego rządu, to trudno to uznać za naturalne zachowanie  - dodała.

Na pytanie, czy Niemcy wpływają na media w Polsce, aby za ich pomocą realizować swoją politykę premier zaznaczyła, że przekaz w Europie na temat tego, co się dzieje w Polsce "nie jest, niestety, uczciwy, bezstronny". Jest on nacechowany kalkami, które są dla mnie nie do przyjęcia. A przecież nasz rząd dostał demokratyczny mandat do rządzenia. Tymczasem ktoś z zewnątrz - pod dużym zresztą wpływem polskiej opozycji - zaczyna budować fałszywy wizerunek Polski - podkreśliła Szydło.

"Mówiliśmy lojalnie, że może dojść do niezręcznej sytuacji, kiedy przewodniczący Rady Europejskiej będzie musiał przyjeżdżać do prokuratury"

Premier była też pytana o to, że tuż po jej powrocie ze szczytu UE, pojawiła się informacja, że prokuratura chce przesłuchać Donalda Tuska. Jeśli toczą się postępowania i z akt wynika, że trzeba złożyć wniosek do prokuratury, to tak się po prostu robi. Zresztą mówiliśmy lojalnie, że może dojść do niezręcznej sytuacji, kiedy przewodniczący Rady Europejskiej będzie musiał przyjeżdżać do prokuratury odpowiadać w sprawie toczących się spraw - mówiła.

Na pytanie, czy według niej Donald Tusk dopuścił się zdrady dyplomatycznej, premier odparła: "Czekam na to, co powie na ten temat prokuratura". Faktem jest, że po siedmiu latach od katastrofy smoleńskiej ciągle nie jesteśmy w stanie jej wyjaśnić, bo nasi poprzednicy popełnili wiele błędów. Jednym z nich było przyjęcie takiej, a nie innej procedury śledztwa, oddanie go w ręce Rosjan. Dziś widać, że to był fundamentalny błąd - dodała.

Beata Szydło była też pytana o korespondencję między prezydentem Andrzejem Dudą a ministrem ON Antonim Macierewiczem. Rozmawiałam z oboma panami. Znam zastrzeżenia Andrzeja Dudy, wiem, jak odpowiada na nie Antoni Macierewicz. Traktuję tę sytuację bardzo poważnie, będę robiła wszystko, by wyjaśnić tę sprawę. Ale doceniam zmiany, które wprowadza minister Macierewicz w polskiej armii. Przecież przez naszych poprzedników zostaliśmy de facto pozbawieni wojska. Dziś trzeba wszystko odbudowywać - podkreśliła premier.

(mpw)