Jeśli wejdzie w życie ustawa zakazująca aborcji, niektóre badania prenatalne - w kierunku wad, które w życiu płodowym nie są uleczalne - nie będą wykonywane - oceniła dr hab. Teresa Gardocka z Uniwersytetu SWPS. Pod obywatelskim projektem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop Aborcji" zbierane są obecnie podpisy. Projektowana ustawa wprowadza całkowity zakaz przerywania ciąży. Pojawiają się opinie, że znacznie ograniczy ona dostęp do badań prenatalnych i wprowadzi możliwość karania kobiet, które poroniły.

Jeśli wejdzie w życie ustawa zakazująca aborcji, niektóre badania prenatalne - w kierunku wad, które w życiu płodowym nie są uleczalne - nie będą wykonywane - oceniła dr hab. Teresa Gardocka z Uniwersytetu SWPS. / Tytus Żmijewski /PAP

"Fantazją" nazwała Teresa Gardocka obawy, że w efekcie wejścia w życie tej ustawy, kobiety które poroniły, musiałyby udowadniać, że nie doszło do tego z ich winy. Nigdzie w prawie karnym nie jest tak, że człowiek musi udowodnić, że nie zabił - to jemu trzeba udowodnić winę - zaznaczyła.

Jednak ta fantazja może przerodzić się w rzeczywistość, ponieważ lekarz miałby obowiązek zawiadomić prokuratora, że podejrzewa aborcję dokonaną rozmyślnie. I w tej sytuacji mogą się pojawić przypadki, że taka kobieta będzie musiała się tłumaczyć - przyznała karnistka.

Projekt zakłada, że za spowodowanie śmierci dziecka poczętego grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5; jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jeżeli śmierć dziecka spowodowała jego matka, sąd może zastosować wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia. Matka - w myśl projektu - ma nie podlegać karze, jeśli działała nieumyślnie.

Zdaniem Gardockiej w myśl tych przepisów karane będą też mogły być m.in. kobiety, które nadużywając alkoholu lub narkotyków, doprowadzą do śmierci płodu.

Projektodawcy proponują także, by lekarz, który wskutek swego zaniedbania doprowadził do śmierci lub uszkodzenia ciała dziecka poczętego, podlegał karze za ten czyn.

W ocenie Gardockiej oznacza to, że jeżeli śmierć płodu nastąpi np. w konsekwencji badania prenatalnego, lekarz będzie mógł być za to pociągnięty do odpowiedzialności. Jeśli wejdzie w życie pełny zakaz aborcji, niektóre badania prenatalne - wykonywane w kierunku wad, które w życiu płodowym nie są uleczalne - nie będą wykonywane, bo nie będą miały najmniejszego sensu - dodała.

Zdaniem Konsultant poradni rodzinnej ds. przeciwdziałania przemocy, Grzegorza Wrony zapisy projektu nie ograniczają dostępu do badań prenatalnych.

Pytanie jest inne - w jakim celu te badania mają być wykonywane? Jeśli miałyby być wykonywane np. po to, żeby można było zdiagnozować chorobę płodu, którą da się usunąć operacyjne, to ustawa nie tylko nie ogranicza tej możliwości, ale w znacznym stopniu dopuszcza, ponieważ płód na mocy jej przepisów byłby chroniony w szerszym zakresie niż obecnie - dodał.

Ocenił, że mało prawdopodobne jest karanie lekarzy za ewentualną śmierć płodu w efekcie takich badań.

Przeciwnie - lekarz, który nie podjąłby badań w celu ochrony zdrowia pacjentki lub płodu, mógłby się narażać na większe niebezpieczeństwo niż taki, który by powiedział, że nie wykona badania, bo boi się, że może ono wywołać jakiś negatywny skutek - powiedział Wrona. Zaznaczył jednocześnie, że lekarz powinien umieć wskazać medyczne przesłanki do wykonania badania, a w przypadku rozpoczęcia procedury karnej prawidłowość jego przeprowadzenia oceniałby biegły.

W projekcie jest też zapis stanowiący, że nie popełnia przestępstwa lekarz, jeżeli śmierć dziecka jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki.

Zdaniem Gardockiej zapis ten oznacza, że w niektórych przypadkach lekarz będzie bał się podjąć leczenia pacjentki, jeśli jej stan w danym momencie nie zagraża życiu, nawet jeśli może się to zmienić w każdej chwili, np. w przypadku ciąży pozamacicznej.

Stan wyższej konieczności w prawie jest tak opisany, że czasem lekarz może się obawiać konsekwencji podjęcia leczenia, sądząc, że nie będzie w stanie udowodnić, że nie było innej możliwości leczenia niż taka - zaznaczyła karnistka.

Dodała, że niektórzy lekarze w takiej sytuacji mogą czekać aż stan zdrowia kobiety będzie bezpośrednio zagrażał jej życiu. Fanatyk będzie czekał, na szczęście nie wszyscy lekarze są fanatykami - zaznaczyła.

Oceniła, że przepisy te nie wpłyną na stosowanie ustawy o leczeniu niepłodności, która reguluje stosowanie procedury in vitro. Przypomniała, że zgodnie z tą ustawą już obecnie niedopuszczalne jest niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju.

W projekcie obywatelskim znalazł się zapis, że "każdy człowiek ma przyrodzone prawo do życia od chwili poczęcia, to jest połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej". Jednocześnie w preambule wpisano, że "zasada prawnej ochrony życia każdego człowieka nierozerwalnie związana jest z przynależną każdemu, niezależnie od etapu jego rozwoju, przyrodzoną i niezbywalną godnością człowieka".

Zdaniem Wrony te zapisy w praktyce uniemożliwią np. stosowanie kriokonserwacji (mrożenia) zarodków w procedurze in vitro. Ten projekt nie tylko zabrania aborcji, on na samym początku ustanawia podmiotowość człowieka od chwili poczęcia. Gdyby taki zapis pozostał, to należałoby uznać, że zamrożenie zarodka byłoby porównywalne do zamrożenia dorosłego człowieka - oceniał adwokat.

Wątpliwości Wrony budzą także inne skutki, jakie ta ustawa miałaby w prawie cywilnym. Prawo cywilne przewiduje wyjątkowe sytuacje, gdy mówi się o jakimś rodzaju podmiotowości dziecka nienarodzonego, np. wówczas, gdy może ono dziedziczyć. Natomiast zrównanie podmiotowości płodu z człowiekiem i rozszerzenie jego ochrony może powodować kuriozalne sytuacje, jak np. odszkodowania" - mówił Wrona. "Pomysł, że kobieta nosi w sobie niemal pełnoprawnego obywatela, jest co najmniej ciekawy - dodał.


(j.)