„Po 1989 r. idea solidarności w ogóle zniknęła. A wcale nie musiało tak się stać” – mówi w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej z okazji rocznicy Sierpnia profesor Marcin Król, historyk idei i publicysta. „Możliwość powrotu do idei solidarności jest możliwa tylko dzięki społecznej woli – to jest warunek sine qua non” - dodaje.

Częstochowa 19.06.1983. II pielgrzymka papieża Jana Pawła II do Polski /PAP/Leszek Jerzy Pękalski /PAP

Stan "karnawału Solidarności" - a więc lata 1980-81 - był, na dłuższą metę, niemożliwy do utrzymania. Ale pewien sposób myślenia - o wartościach, wspólnocie czy polityce - który wywodził się z tych czasów, mógł mieć znaczenie i zachować aktualność również do dziś - ocenia Król w rozmowie z PAP. Na przełomie lat '80 i '90 to wszystko zostało zatracone. Przestano o tym myśleć jako o czymś wartościowym, co może być punktem odniesienia i wzorem dla aktualnego życia politycznego - dodaje.

"Obecnie nie ma na czym oprzeć jakiejkolwiek idei patriotycznej"

Król podkreśla, że przemiany po upadku komunizmu przyniosły osłabienie patriotyzmu w polskim społeczeństwie. To jest, moim zdaniem, zupełnie oczywiste, choć mało się o tym mówi - zauważa. W okresie komunizmu do elit społecznych weszło wiele osób o pochodzeniu robotniczo-chłopskim, które często z polskością były związane tylko formalnie. Nałożyły się na to - zupełnie przesadne - fobie antyendeckie. A do tego wszystkiego doszła jeszcze kwestia polskiego antysemityzmu, który jest chyba dla nas "genetyczny" i nieusuwalny. Splot tych wszystkich zjawisk sprawił, że sensowny patriotyzm stał się w Polsce niemożliwy - tłumaczy ekspert. Dodaje, że tę sytuację zakonserwowali jeszcze m.in. Donald Tusk i Bronisław Komorowski lansując pragmatyzm polityczny. Odrzucenie mitologii romantycznej sprawiło, że obecnie nie ma na czym w Polsce oprzeć jakiejkolwiek idei patriotycznej - ocenia Król.

"Tylko taki patriotyzm ma sens"

Pytany o rolę państwa w tworzeniu polityki historycznej Marcin Król zwraca uwagę, że powinna to być raczej rola elit intelektualnych. Bardzo wielu moich znajomych francuskich intelektualistów było przeciwko całkowitemu wejściu Francji do Unii Europejskiej. Mieli zresztą bardzo dobry argument. Mówili, że Francja to la Republique i obawiali się, że republikańskość, która jest jej naturą, w ramach wspólnoty europejskiej może ulec zniszczeniu. A to by oznaczało utratę specyfiki Francji - nawet nie tyle politycznej, co duchowej. I kiedy myślę o polityce historycznej, to mam na uwadze właśnie tego rodzaju debatę - wyjaśnia. To nie państwo ma tworzyć politykę historyczną, ale ona ma powstawać niejako samodzielnie, dzięki swobodzie dyskusji. Na przykład, można rozważać obecną aktualność idei jagiellońskiej, ale do tego państwo nie jest potrzebne - precyzuje. Twierdzi też, że Polakom "potrzebny jest powrót do wielkich pytań związanych z tradycją romantyczną, powrót do wyobraźni politycznej, która miała wymiar wielkości". Tylko taki patriotyzm ma sens i tylko taki patriotyzm mnie pociąga. Natomiast to, czego jesteśmy świadkami obecnie, to przeciętność. Prawda jest jednak taka, że ten patriotyzm musimy dopiero wynaleźć - podsumowuje.

historyk idei, publicysta, działacz opozycji demokratycznej, założyciel i redaktor naczelny niezależnego miesięcznika "Res Publica"; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, autor książek "Style politycznego myślenia", "Józef Piłsudski. Ewolucja myśli politycznej", "Ład utajony", "Konserwatyści a niepodległość", "Bezradność liberałów", "Czego nas uczy Leszek Kołakowski", "Europa w obliczu końca", "Klęska rozumu", "Wielcy władcy" i "Byliśmy głupi".

(mn)