Władze Pieniężna zgodziły się przekazać przedsiębiorcy z Magnitogorska na Uralu popiersie zdemontowane z pomnika sowieckiego generała Iwana Czerniachowskiego. Wcześniej przejęcie obiektu proponowano ambasadzie rosyjskiej, która nie odpowiedziała na tę ofertę.

Metalowe popiersie dowódcy Armii Czerwonej, nazywanego "katem Armii Krajowej", usunięto z pomnika w Pieniężnie na Warmii 17 września ub. roku /Tomasz Waszczuk /PAP

Metalowe popiersie dowódcy Armii Czerwonej, nazywanego "katem Armii Krajowej", usunięto z pomnika w Pieniężnie na Warmii 17 września ubiegłego roku, w 76. rocznicę napaści sowieckiej na Polskę. Od tego czasu władze miasta deklarowały, że są gotowe przekazać obiekt stronie rosyjskiej.

Według burmistrza Pieniężna Kazimierza Kiejdo, początkowo zainteresowanie przejęciem popiersia Czerniachowskiego wyrażali przedstawiciele władz obwodowych, instytucji i osoby prywatne z różnych części Rosji, w tym Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne. Jednak ostatecznie telefoniczne negocjacje z gminą podjął jedynie przedsiębiorca rolny z Magnitogorska w obwodzie czelabińskim Aleksiej Garajew.

Burmistrz Pieniężna: Nie jest naszą intencją, aby tym obiektem handlować

Kiejdo przyznał w rozmowie z PAP, że w pierwszych rozmowach Rosjanin w zamian za popiersie składał oferty przekazania gminie 30 ton pszenicy i wykonania dzwonu do kościoła w Pieniężnie lub kompleksu memorialnego w Katyniu. Starałem się wytłumaczyć, że chcemy je przekazać bezpłatnie, bo szanujemy wrażliwość Rosjan wobec ich bohaterów wojennych. Prosimy jednocześnie, żeby oni też brali pod uwagę naszą wrażliwość na sprawy historyczne. Myślę, że dotarło do niego, że nie jest naszą intencją, aby tym obiektem handlować - powiedział Kiejdo.

Zdaniem burmistrza nie ustalono jeszcze terminu ani szczegółów przekazania obiektu. Według informacji zamieszczonych przez rosyjski kanał telewizyjny LifeNews, Garajew zamierza przyjechać do Pieniężna po popiersie gen. Czerniachowskiego w lutym. Zostanie ono przetransportowane do Kaliningradu, a potem przez Moskwę do Magnitogorska. Tam ma być wmurowane i uroczyście odsłonięte w Dzień Zwycięstwa, obchodzony w Rosji 9 maja.

Jeszcze na jesieni ubiegłego roku władze Pieniężna informowały o gotowości przekazania popiersia ambasadę Federacji Rosyjskiej w Polsce, która wcześniej wyraziła oburzenie demontażem pomnika. List w tej sprawie skierowała do ambasady w imieniu gminy Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM).
Jak poinformował PAP naczelnik wydziału krajowego ROPWiM Adam Siwek, do dzisiaj nie ma odpowiedzi na tę propozycję. Nie było żadnej reakcji. Widocznie strona rosyjska uznała, że raz zajęła stanowisko, że jest ono nietykalne i jakiekolwiek negocjacje nie wchodzą w grę - ocenił.

Likwidacji pomnika domagały się od lat środowiska kombatanckie

Uchwałę o woli rozebrania monumentu sowieckiego generała podjęła w ub. roku rada miejska Pieniężna. Pozwolenie na rozbiórkę wydało starostwo powiatowe w Braniewie. Likwidacji pomnika domagały się od lat środowiska kombatanckie, liczne stowarzyszenia i osoby prywatne.

Inicjatywę samorządu poparła ROPWiM, która uznała, że "dalsze istnienie w przestrzeni publicznej przedmiotowego pomnika jest niezgodne z polską racją stanu".

Symbol narzucenia Polsce systemu komunistycznego

Czerniachowski brał udział w likwidowaniu struktur okręgu wileńskiego AK, która była siłą zbrojną legalnego rządu RP na uchodźstwie. W ocenie historyków z IPN jest on symbolem "narzucenia Polsce systemu komunistycznego, wbrew woli społeczeństwa i z pogwałceniem prawa". Natomiast dla Rosjan jest on jednym z bohaterów wojny ojczyźnianej.

Pomnik w Pieniężnie zbudowano w latach 70. ub. wieku niedaleko miejsca, gdzie sowiecki dowódca został śmiertelnie ranny podczas operacji wschodniopruskiej. Zginął 18 lutego 1945 r., pochowano go w Wilnie. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości jego szczątki przeniesiono na cmentarz w Moskwie. Wileński pomnik generała zabrano natomiast do rosyjskiego Woroneża.

Decyzje lokalnych samorządów o likwidacji lub przenoszeniu tzw. pomników wdzięczności Armii Czerwonej za każdym razem budzą ostre reakcje Rosji, która twierdzi, że narusza to międzyrządową umowę z 1994 r. o grobach i miejscach pamięci. W ocenie strony polskiej ta umowa odnosi się jedynie do cmentarzy i miejsc pochówku. Natomiast "symboliczne pomniki sowieckie", gdzie nikt nie jest pochowany, znajdują się w gestii władz lokalnych i zgodnie z określonymi procedurami można je demontować.

(mal)