Polska premier podczas wtorkowej debaty w europarlamencie wypadła dosyć dobrze. Lepiej przygotowały się do debaty mniejsze, eurosceptyczne grupy polityczne – uważa Doru Frantescu, ekspert z organizacji pozarządowej VoteWatch Europe, badającej działania Parlamentu Europejskiego. Jego zdaniem, duże grupy polityczne, zwłaszcza chadecy i socjaliści, nałożyły sobie same kaganiec, by nie urazić Polaków i by nie sprawić wrażenia, że „Bruksela coś nakazuje”.

Beata Szydło podczas debaty w europarlamencie /Patrick Seeger /PAP/EPA

Zdaniem Frantescu, premier Szydło otrzymała duże wsparcie ze strony eurosceptyków, którzy lepiej się przygotowali. Reszta chyba zbyt lekko potraktowała sprawę, myśleli, że jakoś to będzie, a nie było - mówi Frantescu w rozmowie z dziennikarką RMF FM.

Tak duże poparcie na sali  wynikało z uzgodnionej formuły spotkania, według której każdej grupie politycznej przyznano po trzech mówców. Najwięksi, którzy mają ponad 200 europosłów - choćby chadecy – mieli taką samą liczbę mówców co najmniejsi, którzy mają  np. 38 eurodeputowanych - jak eurosceptycy od Marine Le Pen. To zachwiało proporcjami i wypadło na korzyść premier Szydło. W rzeczywistości, polski rząd takiego wsparcia nie ma.

We wcześniejszej rozmowie Fratescu mówił, że przeciwko rządowi premier Szydło jest 75-80 proc. eurodeputowanych w PE. I nic się tu nie zmieniło – uważa ekspert.  W PE dominują lewicowo-liberalne ugrupowania.

Zdaniem eksperta, duże grupy wysłały wyraźne przesłanie pod adresem rządu, że są zaniepokojone stanem demokracji w Polsce, ale zrobiły to w sposób umiarkowany, zwłaszcza co do formy. Jeżeli chodzi o treść to te grupy mają takie samo stanowisko jak Komisja Europejska i uważają, że KE słusznie zrobiła, iż rozpoczęła procedurę nadzoru w sprawie praworządności – mówi Frantescu.

Wiceszef KE Frans Timmermans wyszedł ze spotkania wyraźnie wzmocniony – uważa ekspert. Zdaniem Frantescu zaskakująco mocne było wsparcie brytyjskich konserwatystów, zwłaszcza Syeda Kamalla. Wyraźnie Cameron potrzebuje wsparcia polskiego rządu dla sprawy reform UE w przededniu referendum – mówi Frantescu.

(mpw)