Kilkadziesiąt samochodów wypakowanych po brzegi darami codziennie odjeżdża z pomorskiego Rytla do innych poszkodowanych przez nawałnicę miejscowości. W samym Rytlu, wsi, która stała się symbolem walki ze skutkami burzy i gdzie powstał nieformalny sztab kryzysowy, sytuacja jest opanowana. Wciąż wiele wiosek jest jednak w potrzebie.

Usuwanie skutków nawałnicy w okolicach Rytla /Adam Warżawa /PAP

Ta lista jest bardzo długa. Powstała nawet mapa, na której zaznaczone są poszczególne miejscowości oraz wyszczególnione potrzeby każdej z nich. Na czerwono, co oznacza pilnie potrzebą pomoc, zaznaczonych jest ponad 40 miejsc. Kolejnych kilkanaście oznaczonych jest niebieską pinezką. To oznacza, że trzeba jeszcze sprawdzić, czego trzeba poszkodowanym.

W Jaszkowie w powiecie sępoleńskim bez dachu nad głową została rodzina z dwójką dzieci i trzecim w drodze. W Ostrowie nad jeziorem Mausz potrzebne są piły oraz osprzęt do pił, a także rękawice ochronne, koce, grabie, łopaty, szpadle, latarki i baterie. We wsi Czyczkowy zniszczony przez burzę dom trzeba rozebrać, potrzebna jest m.in. przyczepa kempingowa, koce i ręczniki. W Lotyniu wszystko do odbudowy zniszczonego domu. W gminie Sośno, 50 km od Rytla potrzeba wszystkiego - od środków czystości, przez sprzęt do prac budowlanych i porządkowych po wyprawki dla dzieci. Sztab jest w Gminnym Ośrodku Kultury w Sośnie, stamtąd pomoc trafi do poszkodowanych sołectw.

Na Pomorze i Kujawy cały czas płyną deklaracje pomocy. W weekend dary dwoma busami i starem przywieźli harcerze z Wejherowa. Przyjeżdżają też osoby prywatne. Są deklaracje bezpłatnej pomocy psychologicznej dla tych, dla których ostatnia burza jest traumą. Trwa co najmniej kilkadziesiąt zbiórek pieniędzy i rzeczy.

(mpw)