Śmigłowiec TOPR-u poleciał na Słowację, by ratować ofiary poważnego wypadku na Baranich Rogach. Z powodu mgły, słowacki śmigłowiec nie mógł polecieć, dlatego Horska Zachranna Służba poprosiła o pomoc polskich ratowników.

Śmigłowiec TOPR brał udział w akcji ratowniczej na Słowacji (zdj. ilustracyjne) /Maciej Pałahicki /Archiwum RMF FM

Okazało się, że wspinali się dwaj Słowacy - ojciec z synem - i syn w pewnym momencie odpadł od ściany - mówi ratownik dyżurny TOPR Mieczysław Ziach.

To było odpadnięcie taternika na południowo-zachodniej ścianie. Poleciała ekipa z Zakopanego. Taternik rzeczywiście w dość poważnym stanie się znajdował, desantowali się obok niego, rozbita głowa, urazy klatki piersiowej - relacjonował nam Ziach.

Ranny mężczyzna został podebrany na tak zwanej windzie wraz z polskim ratownikiem i przewieziony do zakopiańskiego szpitala.

Drugi z ratowników TOPR został z partnerem poszkodowanego i wyprowadza go na grań.

Na piechotę będą musieli schodzić do Smokowca, bo drugi raz śmigłowiec nie wystartuje - wyjaśniał dyżurny TOPR. Powodem jest mgła.

(j.)