Polska dyplomacja wyszła z twarzą z unijnego szczytu w Lizbonie. Jednak nie można tego rozpatrywać w kategorii sukcesu. Były prezydencki minister Andrzej Krawczyk polemizuje z oceną efektów lizbońskiego szczytu, jaką słyszymy z ust naszych dyplomatów.

Były minister, który w kancelarii Lecha Kaczyńskiego odpowiadał za politykę międzynarodową, twierdzi że polskiej delegacji udało się przeforsować sprawy, które były prawie pewne do wygrania i uzgodnione już przed szczytem.

13 grudnia 27 państw Unii Europejskiej podpisze wynegocjowany na nieformalnym szczycie w Portugalii Traktat Lizboński. Zawarto w nim korzystny dla Polski zapis o podejmowaniu decyzji wewnątrz wspólnoty. Kompromis udało się osiągnąć już pierwszego dnia szczytu. czytaj więcej

Osiągneliśmy dwie, trzy rzeczy, z którymi polska delegacja jechała na szczyt, ale są to rzeczy – mniej lub bardziej ważne – ale jednak drugorzędne - tak Andrzej Krawczyk ocenia słynny już mechanizm z Joaniny oraz polskiego stałego rzecznika w Trybunale Sprawiedliwości.

Bez walki oddaliśmy natomiast kwestię zmniejszenia liczby polskich eurodeputowanych w parlamencie, choć inni byli to w stanie wynegocjować. Andrzej Krawczyk widzi lizbońskie spotkanie w kategorii sukcesu, ale całej Europy.