Na trzy i pół roku więzienia skazał Sąd Okręgowy w Katowicach Halinę G., oskarżoną o udział w międzynarodowej grupie przestępczej handlującej kobietami. Trafiały one do włoskich klubów nocnych, gdzie były zmuszane do świadczenia usług seksualnych.

Sędzia Justyna Kowalska podczas ogłoszenia wyroku w procesie Haliny G. oskarżonej o udział w międzynarodowej grupie przestępczej handlującej kobietami /Andrzej Grygiel /PAP

Według prokuratury kilkanaście Polek, którym oferowano pracę kelnerek i hostess we Włoszech, na miejscu było zmuszanych do świadczenia usług seksualnych lub zachowania poniżającego ich godność. Według ustaleń sądu Halina G. zamieszczała ogłoszenia i kontaktowała się z kobietami, które szukały zatrudnienia. Wprowadzała ich przy tym w błąd co do charakteru pracy i sposobu wynagradzania za nią.

Z pracy zwerbowanych kobiet G. uczyniła sobie stałe źródło dochodu.

Sąd uznał G. za winną zarówno udziału w grupie przestępczej, jak i handlu kobietami. Od części zarzutów, dotyczących niektórych kobiet, oskarżona została jednak uniewinniona. Jak wskazała przewodnicząca składu orzekającego sędzia Justyna Kowalska, niektóre kobiety zdawały sobie sprawę z tego, jaki będzie charakter ich pracy, nie były wprowadzane w błąd. Część akceptowała sposób ich traktowania w klubach i wyjeżdżała kilka razy do Włoch. Niektóre twierdziły, że nie były ofiarami ani nawet świadkami zachowań seksualnych.

Wyrok jest nieprawomocny. Prokurator domagał się dla Haliny G. 4,5 roku więzienia, obrona chciała uniewinnienia. Na ogłoszeniu wyroku nie stawili się prokurator ani oskarżona. Jej obrońca Tadeusz Duziak powiedział dziennikarzom, że nie jest zadowolony z orzeczenia i na pewno je zaskarży. Nie przekonało go też ustne uzasadnienie wyroku.

W moim przekonaniu, w zachowaniu oskarżonej nie ma wszystkich ustawowych znamion ani działania w zorganizowanej grupie przestępczej, ani tzw. handlu ludźmi - powiedział adwokat. Według niego, zamieszczane przez G. ogłoszenia jednoznacznie wskazywały, o jaką pracę chodzi. Wyobrażenie, że praca hostessy to stanie w supermarkecie i reklamowanie pampersów czy kosmetyków, jest infantylne, nie powinno przekonywać - dodał mec. Duziak.

Akt oskarżenia przeciwko G. trafił do sądu w 2015 r. - był to ostatni wątek toczącego się przez kilka lat śledztwa dotyczącego międzynarodowej grupy przestępczej, w ramach którego już wcześniej oskarżono kilka innych osób.

Według prokuratury, oskarżona należała do grona organizatorów procederu, w wyniku którego od 2005 do 2011 r. pokrzywdzonych zostało 17 kobiet. Miała werbować do pracy w nocnych klubach kobiety, które miały być tam hostessami lub kelnerkami. Na miejscu okazywało się, że były zmuszane do świadczenia usług seksualnych lub poniżającego zachowania.

Według ustaleń śledztwa, Halina G. zamieszczała ogłoszenia dotyczące podjęcia pracy we Włoszech, z kandydatkami przeprowadzała rozmowy telefoniczne, a potem organizowała ich transport do Włoch; odbierała i pośredniczyła w przekazywaniu prowizji za dostarczanie kobiet i świadczoną przez nie pracę.

Prokuratorskie postępowanie rozpoczęło się na przełomie 2008 i 2009 r. Wniosek w tej sprawie przesłała prokuraturze policja. Równocześnie do Prokuratury Krajowej wpłynęły uwierzytelnione tłumaczenia materiałów uzyskanych w drodze międzynarodowej pomocy prawnej z prokuratury w Campobasso. Dotyczyły one międzynarodowej grupy przestępczej zajmującej się handlem ludźmi.

Wcześniej katowicka prokuratura wysłała do sądu pierwszy akt oskarżenia - przeciwko Mirosławowi N., Krzysztofowi G. i Mirelli D. Ich proces nadal się toczy. Mirosław N. był jednym z bohaterów telewizyjnego serialu dokumentalnego pt. "Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym". Mężczyzna prowadził na Śląsku agencję modelek, ale - według prokuratury - była to tylko część jego działalności.

W 2011 r. do odrębnego śledztwa wyłączono nowe wątki dotyczące werbowania kobiet do pracy we Włoszech, a także w Japonii, Grecji, na Malcie, w Szwajcarii oraz Niemczech. Oskarżeni nie wypierali się w śledztwie, że uczestniczyli w załatwianiu kobietom pracy za granicą. Twierdzili jednak, że nie wiedzieli, co dalej się z nimi działo.

Włoskie śledztwo zaczęło się w 2005 r., gdy w Campobasso zamordowano obywatelkę Rumunii, pracującą w okolicznych klubach nocnych. Gdy się okazało, że w tym samym miejscu zatrudniano też wiele Polek, informacja dotarła do polskich organów ścigania. Włoskie postępowanie znalazło już wcześniej finał w tamtejszym sądzie.

(mpw)