Dziennikarska bezstronność pod lupą polityków – to ustalenia podpisanego w czwartek paktu stabilizacyjnego. Ma jej strzec Narodowy Ośrodek Monitorowania Mediów. A jak będzie wyglądało jego działanie – można sobie wyobrazić po wczorajszej „ceremonii” podpisania paktu.

Nowe ciało ma działać przy Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Nie wiadomo jednak, na czym miałaby polegać owa działalność. Pomysł istnieje bowiem na razie jedynie w głowach kilku posłów PiS. Szef klubu Prawa i Sprawiedliwości widzi jednak szerokie pole dla funkcjonowania ośrodka. - Począwszy od ocen statystycznych, a skończywszy na ocenie bezstronności - stwierdza Przemysław Gosiewski.

Wygląda więc na to, że ocenie mogą podlegać rozmaite sfery działalności mediów. - Ośrodek może zajmować się sposobami wyrażania myśli czy ocenianiem rynku mediów pod kątem prezentacji informacji - wylicza Paweł Kowal, szef sejmowej Komisji Kultury.

Wszystkim tym planom towarzyszą zapewnienia, że działalność Ośrodka nie ma nic wspólnego z chęcią kontroli mediów, a ma służyć jedynie celom badawczo-naukowym i szkoleniowym. - To ma także pomagać państwu w zakresie profesjonalizowania swojej działalności zawodowej - dodaje szef klubu PiS.

Pomysł szkolenia mediów przez KRRiTV przeraził nieco Bronisława Komorowskiego z PO. - Jeżeli któryś z dziennikarzy nie będzie rozmawiał z PiS-em o rządzie PiS-owskim na klęczkach, ten będzie źle oceniany - prorokuje. Na razie nie przewidziano kar za ocenę niedostateczną, ale zapewne i na to przyjdzie czas.

W zaciszu gabinetu prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, szefowie Prawa i Sprawiedliwości, LPR i Samoobrony podpisali pakt stabilizacyjny. To wynik kilkudniowych negocjacji. Wszystko dokonało się niemal w ukryciu, bo przy asyście jedynie kamer telewizji Trwam. czytaj więcej

Wczoraj liderzy PiS, LPR i Samoobrony podpisali pakt stabilizacyjny. Doszło do tego jednak tylko w obecności kamer telewizji Trwam. W związku z tym większość dziennikarzy zbojkotowała zorganizowaną później konferencję prasową.

Ten monopol medialny „bierze na siebie” prezes PiS Jarosław Kaczyński. Twierdzi też, że to, do czego doszło tylko w obecności telewizji Trwam i radia Maryja, było tylko technicznym parafowaniem dokumentu. - Była taka prośba. Nie ma co ukrywać, że ojciec dyrektor starał się bardzo o to, by ułatwić podpisanie tego porozumienia. W związku z tym ja osobiście się na to zgodziłem - tłumaczył.

Wszystko przebiegłoby bez zakłóceń i przy obopólnym zadowoleniu, gdyby nie „pożałowania godne zachowanie dziennikarzy”. Prezes PiS stwierdził, że z tej reakcji należy wyciągnąć konsekwencje. - Wydarzyło się coś niedobrego i jeżeli chodzi o porządek Sejmu, być może będą wyciągnięte jakieś konsekwencje - grzmiał Jarosław Kaczyński. Nie sprecyzował jednak, co ma na myśli. Zarzucił jednak dziennikarzom brak obiektywizmu i złe traktowanie PiS-u. Wygląda więc na to, że to pierwsza wskazówka dla mającego powstać Ośrodka.