Schetyna, Graś, Nowak, Grupiński - przesunięci z rządu i kancelarii premiera do parlamentu. Drzewiecki, Czuma i Szejnfeld do dymisji. To efekt tak zwanej afery hazardowej. Czy te czystki wystarczą, by pozamiatać cały hazardowy bałagan? Czy Polacy zrozumieją i kupią przetasowania w rządzie Tuska?

Grzegorz Schetyna wyraził chęć rezygnacji ze stanowiska szefa MSWiA. Wspólnie ustaliliśmy, że będę rekomendował go na stanowisko szefa klubu parlamentarnego PO - oświadczył premier Donald Tusk na konferencji prasowej. Stanowiska stracą minister sprawiedliwości Andrzej Czuma i wiceminister... czytaj więcej

Według dziennikarza RMF FM Konrada Piaseckiego, będzie z tym spory problem. Rządowa czystka, zwana eufemistycznie przesunięciami na inne odcinki frontu, przebiegła bowiem wedle niezrozumiałych dla wyborcy kryteriów.

Czuma, Szejnfeld, Schetyna to odejścia, które można jakoś tłumaczyć - albo ich przewinami, albo dbaniem o to, by nikt nie mógł zarzucić rządzącym kierowania się interesem osobistym czy partyjnym przy wyjaśnianiu kulisów afery hazardowej.

Dużo gorzej jest z wietrzeniem kancelarii premiera - Tusk nawet nie silił się, by ją jakoś logicznie uzasadnić. Wielu może więc odczytywać tę rekonstrukcję jako nerwowe działania, służące odwróceniu uwagi od całej afery i przede wszystkim - odsunięcia szefa CBA Mariusza Kamińskiego. A dla wielu pozostaje on rycerzem bez skazy, który miał odwagę ujawnić aferę hazardową.