Syn broni podpalacza z Jastrzębia. Chodzi o mężczyznę, którego sąd I instancji skazał na dożywocie za podpalenie domu i zabicie żony i czwórki dzieci. Sąd dostał specjalne oświadczenie w tej sprawie. Syn oskarżonego pisze w nim, że według niego ojciec jest niewinny. Młody mężczyzna jest jedyną osobą, która ocalała z pożaru sprzed 4 lat. Oskarżony od początku odpierał zarzuty. Biegli uznali, że to osobowość psychopatyczna. Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosi wyrok w procesie Dariusza P. 21 listopada.

Dariusz P. na sali rozpraw /Andrzej Grygiel /PAP

Przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach odbyła się rozprawa odwoławcza w procesie Dariusza P., którego prokuratura oskarżyła o podpalenie domu w Jastrzębiu-Zdroju i zabicie w ten sposób żony i czworga dzieci. W I instancji mężczyzna został skazany na dożywocie.

Do pożaru domu jednorodzinnego w Jastrzębiu doszło w maju 2013 roku. Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 roku. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który ocalał z pożaru.

Nieprawomocny wyrok zapadł w grudniu ubiegłego roku przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że Dariusz P. zabił swoich najbliższych, chcąc uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Zgodnie z tamtym orzeczeniem, o warunkowe przedterminowe zwolnienie P. mógłby się ubiegać najwcześniej po 35 latach.

Od wyroku odwołała się zarówno obrona - która w całości kwestionuje ustalenia prokuratury i sądu I instancji - jak i oskarżyciel publiczny. Obrona domaga się uniewinnienia P. lub ponownego procesu. Apelacja prokuratury nie dotyczy wymiaru kary ani ustaleń poczynionych przez sąd. Chodzi o dwa zarzuty dotyczące mniej istotnych kwestii - sprawy proceduralnej i niezasądzenia zadośćuczynienia na rzecz syna P.

Zdaniem obrony, ustalenia, które według prokuratury i sądu układają się w nierozerwalny łańcuch poszlak, wcale nie są takie pewne. W trakcie procesu obrona kwestionowała m.in. opinie biegłych, według których w domu P. doszło do podpalenia, i analizy logowania telefonu komórkowego oskarżonego, a także sam motyw zbrodni. Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

Obrońca P. mec. Eugeniusz Krajcer, który w mowie końcowej przed sądem I instancji wniósł o uniewinnienie swojego klienta, apelację zapowiedział tuż po ogłoszeniu wyroku. Zdaniem obrony, ustalenia, które według prokuratury i sądu układają się w nierozerwalny łańcuch poszlak, wcale nie są takie pewne. W trakcie procesu obrona kwestionowała m.in. opinie biegłych, według których w domu P. doszło do podpalenia, i analizy logowania telefonu komórkowego oskarżonego, a także sam motyw zbrodni.

Adwokat przekonywał, że w sprawie powinien się wypowiedzieć inny biegły z zakresu pożarnictwa, a opinia dotycząca miejsc logowania telefonu jego klienta nie jest jednoznacznym dowodem. Apelował, by sąd wziął pod uwagę wszystkie wątpliwości - zgodnie z zasadą, że jeżeli nie da się ich usunąć, należy rozstrzygać je na korzyść oskarżonego. Sam oskarżony przekonywał z kolei w "ostatnim słowie", że rodzina była, jest i zawsze będzie dla niego najważniejsza.

Sąd I instancji nie miał żadnych wątpliwości, że to oskarżony jest sprawcą zbrodni. W ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Grażyna Suchecka podkreśliła, że P. zaplanował, przygotował, a potem precyzyjnie zrealizował swój plan. Według prokuratury i sądu, P. podłożył ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, a obok przewodu ułożył truchło myszy.

Oskarżony konsekwentnie nie przyznawał się do zabójstwa, choć potwierdził, że próbował skierować śledztwo na fałszywe tory. Twierdził, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru, a on sam w tym czasie był w innym miejscu, w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

Biegli rozpoznali u P. osobowość psychopatyczną, wskazali m.in. na płytkość uczuć i wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia. U P. znaleziono książkę pt. "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne", która prawdopodobnie pomagała mu symulować chorobę i uniknąć kary w dwóch wcześniejszych sprawach karnych - biegli uznali go wtedy za niepoczytalnego.

(j.)