70 podtopionych domów, 120 hektarów zalanych pół, zniszczone dwa mosty - to wstępny bilans powodzi na Podkarpaciu. Fale kulminacyjne na Sanie i Wisłoku dotarły do północnej części województwa. Najwięcej pracy mają teraz strażacy w okolicach Przemyśla. Prognozy dla Podkarpacia nie są niestety optymistyczne. Złe wiadomości mamy też dla Podhala. Znów ma tam intensywnie padać.

Według synoptyków w nocy i nad ranem może spaść nawet 55 litrów wody na metr kwadratowy. To oznacza powtórkę z piątku. Wojewoda podkarpacki apeluje do osób wypoczywających na terenie województwa, a szczególnie w Bieszczadach, by wyprowadzili się z terenów nad rzekami i potokami w bezpieczniejsze miejsca.

Krytyczna będzie noc; na dobrą sprawę będziemy wiedzieli nad ranem jak się rozwinęła sytuacja - ostrzega Mieczysław Ostojski z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej:

Groźne są takie rzeki jak Wisłok niedaleko Przeworska i Wiar pod Przemyślem. Te rzeki przekroczyły stany alarmowe i zalewają pola oraz gospodarstwa. Strażacy koncentrują się na umacnianiu mostów i wypompowywaniu wody.

Sanok po fali kulminacyjnej

W Sanoku fala kulminacyjna na Sanie przeszła w samo południe. Woda zalała błonia, wdarła się na ogródki działkowe, podeszła także pod sanocki skansen. Wody Sanu były prawie na pięć metrów głębokie. Szkody są ogromne.

San zalał alejki i sklepy, które znajdują się najbliżej brzegów. Ewakuowano mieszkańców najbardziej zagrożonych budynków, a także klientów jednego z hipermarketów. Sporo osób zbierało się w okolicy, by obserwować żywioł i robić zdjęcia groźnej rzece. Jest makabrycznie. (…) Jeśli jeszcze tak popada, to nie wiadomo co będzie - mówili zaniepokojeni ludzie reporterowi RMF FM:

Miejscowość Tokarnia w powiecie sanockim została odcięta od świata. Z jedynego mostu prowadzącego do tej miejscowości wezbrane po deszczach wody Sanu zerwały nawierzchnię. Sprowadzono tam ciężki sprzęt. Próbował tam dotrzeć reporter RMF FM. Niestety nie udało mu się, ponieważ na swojej drodze napotkał na przeszkodę nie do pokonania – olbrzymią dziurę w moście. Posłuchaj jego relacji:

W Nagórzanach na dom i zabudowania gospodarcze osunęła się ziemia. Cała wieś pomagała uratować dobytek. Załamanych mieszkańców wioski odwiedził nasz reporter. Posłuchaj:

W wiosce Ulucz w dramatycznym położeniu była grupa turystów. Czworo dorosłych i dziecko uciekali dwoma samochodami z podtapianego obozowiska. Na szczęście zdołali dotrzeć na wyżej położy teren. Teraz są już bezpieczni - donosi reporter RMF FM Maciej Grzyb. Mimo wszystko apelujemy o ostrożność. Nawet niegroźny potoczek w ciągu kilku chwil może zamienić się w rwącą rzekę.

Poprawia się sytuacja powodziowa na Podhalu

Dziesiątki milionów złotych - na tyle wstępnie szacowane są straty po potężnych ulewach na Podhalu. Podtopione są dziesiątki domów, zalanych jest wiele pól uprawnych, uszkodzone są drogi, a mosty zerwane. Na szczęście sytuacja pomału poprawia się. Woda zaczęła również opadać w górskich odcinkach... czytaj więcej

Na Podhalu woda opada, ale trudno mówić, że sytuacja wróciła już do normy – donosi reporter RMF FM Maciej Pałahicki. Tym bardziej, że synoptycy znów przewidują opady. Z większości domów nie można wypompowywać wody, bo poziom wód gruntowych jest tak wysoki, że z powrotem zalewają piwnice. Zabezpieczane były przez cały dzień podmyte budynki, m.in. zabytkowego przedszkola Czerwony Dwór w Zakopanem. Władze miasta już podjęły decyzję o przeniesieniu dzieci na stałe w inne miejsce.

Na całym Podhalu trwa szacowanie strat po ulewach. Już wiadomo, że będą to dziesiątki milionów złotych. Uszkodzone zostały mosty, domy, samochody, a także podtopione piwnice i drogi. Podczas ulewy najbardziej ucierpiała wieś Nowa Biała koło Nowego Targu. 20 gospodarstw zostało zalanych, ewakuowano prawie 30 osób. W miejscowości nie ma bieżącej wody, ponieważ uszkodzony został wodociąg.

Władze samorządowe obiecują pomoc dla poszkodowanych. Jak stwierdził wojewoda małopolski Jerzy Miller, który wczoraj odwiedził Nową Białą, powodzianie jeszcze w tym roku mogą dostać finansowe wsparcie od rządu.

W powodzi na Podhalu prawdopodobnie zginęła jedna osoba. W środę późnym wieczorem troje turystów z Katowic próbowało wykąpać się w jednym z wezbranych potoków. Byli pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie jedna z osób zaginęła swoim towarzyszom z oczu. 30-letni Ślązak jest traktowany jako osoba poszukiwana. O krok od nieszczęścia było w słowackiej Dolinie Jaworowej. Posłuchaj relacji Macieja Pałahickiego:

Meteorolodzy: To wina niżu genueńskiego

W sobotę bardzo deszczowo ma być na Podkarpaciu. Potem czeka nas gwałtowne ocieplenie. Za ulewy i powodzie na południowym-wschodzie Polski odpowiada niż genueński. Front atmosferyczny wędrował znad Morza Śródziemnego i zderzył się nad Węgrami z wyżem znad Skandynawii. Skutki tego zjawiska opisuje synoptyk Wojciech Malik z wrocławskiego biura prognoz Cumulus: