Kompromitacja, która pokazuje prawdziwe oblicze PiS - tak wypowiedzi wiceprezesa PiS Antoniego Macierewicza podczas wizyty w USA oceniają politycy PO. Pytali też kandydatkę PiS na premiera Beatę Szydło, czy Macierewicz jest kandydatem na szefa MON w jej rządzie.

Antoni Macierewicz /Rafał Guz /PAP

Poseł PO Mariusz Witczak podkreśla, że Antoni Macierewicz to osoba "numer dwa w PiS", który w razie rezygnacji Jarosława Kaczyńskiego zastąpiłby go na funkcji szefa Prawa i Sprawiedliwości. Antoni Macierewicz udał się z wizytą do Stanów Zjednoczonych i w dobrej formie pokazał prawdziwą twarz PiS - ocenia. Jego zdaniem, Macierewicz swymi wypowiedziami w Chicago "skompromitował Polskę". Mówił jednak i do Polonii i do opinii publicznej w Stanach Zjednoczonej insynuując m.in. agenturalność Donalda Tuska, byłego premiera Polski, a obecnego szefa Rady Europejskiej - osoby bardzo istotnej dla struktur Unii Europejskiej. Jest to podwójny atak i wystawianie bardzo złego świadectwa dla Polski i Europy - mówił poseł Platformy. Jak dodał, wystąpienie Macierewicza to "kompromitacja amerykańska, pokazująca prawdziwe oblicze PiS".

Szef sztabu PO Marcin Kierwiński przypomniał niedawną publikację tygodnika "w Sieci", z której wynikało, że Macierewicz jest jednym z kandydatów PiS na ewentualnego, przyszłego ministra obrony narodowej.

Zresztą ostatnie tygodnie to wiele wypowiedzi Antoniego Macierewicza na temat obronności - pan Macierewicz zapowiada, które przetargi będą anulowane, które bęą przeprowadzone, które firmy dobrze, żeby przetarg wygrały. Co gorsza - Antoni Macierewicz zaczął się znowu wypowiadać na temat służb specjalnych, a przecież pamiętamy jak wielkie sukcesy ma Antoni Macierewicz jeżeli chodzi o rozwalanie polskich służb specjalnych - ironizował Kierwiński.

Polityk zwrócił się do kandydatki PiS na premiera Beaty Szydło z pytaniem czy podziela poglądy Macierewicza, które zaprezentował w Chicago. Pytał też, czy po "amerykańskiej kompromitacji Antoniego Macierewicza jest on nadal kandydatem PiS na funkcję ministra obrony narodowej". Zadawaliśmy to pytanie już wcześniej - zresztą pan premier Siemoniak prosił o debatę z Antonim Macierewiczem - usłyszeliśmy wtedy od polityków PiS, że na tym etapie oni nie będą nic mówić o personaliach, ale w kontekście tej amerykańskiej kompromitacji Antoniego Macierewicza wydaje nam się, że zasadne jest by Polacy poznali odpowiedź na to pytanie - zaznaczył Kierwiński. Jego zdaniem, Macierewicz to "człowiek rządzony obsesjami". Wszyscy Polacy mają prawo to wiedzieć. Pani prezes, proszę Nie uciekać od tej odpowiedzi, proszę dać jasną odpowiedź: tak, czy nie. To naprawdę jest ważne - przekonywał szef sztabu PO.

"Poczekajmy te trzy tygodnie"

2 października Macierewicz spotkał się z Polonią w Chicago. Wypowiedzi wiceprezesa PiS zostały opublikowane m.in. we wtorek w "Faktach" TVN. Macierewicz mówił na spotkaniu m.in.: " Tu jest takie miłe pytanie, czy jest prawdą to, że Tusk był agentem Stasi. To ja państwu zostawię, żebyście państwo po czynach sami odpowiedzieli sobie na to pytanie". Nawiązując do opisywanego przez media wypożyczenia przez b. prezydenta Bronisława Komorowskiego przedmiotów z prezydenckiej kancelarii na potrzeby swego biura, wiceprezes PiS, powiedział, że "z Pałacu Prezydenckiego, w ostatnich miesiącach, zginęło ponad sto zabytkowych przedmiotów". To jest zejście na poziom Bieruta, to jest zejście na poziom Bermana, to jest zejście na poziom okupantów Polski - dodał. Wyraził też nadzieję, że po wyborach opublikowany zostanie aneks do raportu z likwidacji WSI. Stwierdził, że obecnie do tego nie doszło, bo prezydent Andrzej Duda, w gestii którego leży decyzja ws ewentualnego opublikowania aneksu, musiałby zwrócić się do premier Ewy Kopacz o kontrasygnatę. Gdyby pan prezydent dał pod rozwagę, decyzję, pani premier Kopacz, (...) aneks nie zostałby opublikowany, tak mi się wydaje. W związku z tym poczekajmy te trzy tygodnie - mówił Macierewicz.

Prezydencki minister Krzysztof Szczerski pytany, czy to prawda, że prezydent Duda po wyborach parlamentarnych opublikuje aneks do raportu WSI, odpowiedział, że on nie ma na ten temat żadnych informacji, a "po drugie decyzje w tej sprawie podejmie prezydent, jeśli będzie chciał". I akurat wybory parlamentarne nie mają nic wspólnego z tym faktem i nie są żadnym czynnikiem, określającym moment, czas czy procedurę w tym względzie - dodał.