Przemytnicy co roku sprowadzają do Polski od kilkuset do kilku tysięcy żywych zwierząt. W tym roku padł rekord, bo Polacy uwierzyli w leczniczą moc pijawek - informuje "Metro".

Niemal 7 tys. żywych pijawek zarekwirowali na polsko - ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej funkcjonariusze Służby Celnej. Zwierzęta, które są pod ochroną, próbował przewieźć 35-letni obywatel Ukrainy. Ukrył je w... bagażniku. czytaj więcej

Policjanci i celnicy podsumowali dziesięć lat walki z przemytnikami i handlarzami zwierząt i roślin pozostających pod ścisłą ochroną, bo grozi im wyginięcie - zobowiązuje nas do tego Konwencja Waszyngtońska (która zawiera listę ok. 30 tys. chronionych gatunków).

Funkcjonariusze co roku zatrzymują kilkaset osób, które próbują przemycić lub sprzedać rzadkie okazy. Zwierzęta znajdują w ubraniach (np. wszyte pod podszewkę żółwie, ptaki w kieszeniach) czy w książkach (np. owady). Oklejone taśmą żywe żółwie przemytnicy wpychają za reflektor samochodowy, papugi wciskają do plastikowych butelek - opisuje bestialstwo ludzi Rafał Tusiński, ekspert ds. Konwencji Waszyngtońskiej z Ministerstwa Finansów.

Pijawki stały się ostatnio przemytniczym hitem, bo coraz więcej osób chce leczyć z ich pomocą choroby serca czy stawów. Leczenie jest legalne, ale celnicy konfiskują zwierzęta bez dokumentów świadczących, że pochodzą z kontrolowanych hodowli.