36-letnia kobieta jest podejrzana o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo życia i zdrowia niespełna miesięcznego dziecka. Matka zajmowała się noworodkiem, gdy miała około 2,6 promila alkoholu w organizmie. Chłopczyk zmarł we wtorek wieczorem w jednym z mieszkań na terenie dzielnicy Bałuty w Łodzi.

Prokuratura w Łodzi wyjaśnia okoliczności śmierci niespełna miesięcznego dziecka (zdj. ilustracyjne) /CHROMORANGE /PAP/EPA

Ojciec chłopca wrócił z pracy do domu około godziny 18. W wynajmowanym mieszkaniu była żona i synek. Obydwoje spali na łóżku. Mężczyzna zaczął oglądać telewizję i krzątać się po mieszkaniu. Po kilkunastu minutach zauważył dziwne zachowanie chłopca - dziecko zaczęło się dusić.

Ojciec wezwał pogotowie. Do czasu przyjazdu karetki sam próbował ratować życie chłopca, zgodnie z instrukcjami przekazywanymi przez dyspozytora. Później ratownicy medyczni prowadzili reanimację. Niestety dziecka nie udało się ocalić. Lekarz stwierdził śmierć noworodka po godzinie 19.

Jak się okazało, matka była w stanie upojenia alkoholowego. Kobieta została zatrzymana.

Podczas przesłuchania w prokuraturze kobieta przyznała się, że piła alkohol w czasie, gdy miała pod opieką syna. Matka mówiła, że wychodziła do sklepu po alkohol i zostawiała dziecko samo w domu. W ten sposób 36-latka potwierdziła zarzuty o narażeniu zdrowia i życia dziecka.

Wstępne wyniki sekcji zwłok nie ujawniły śladów, które wskazywałyby na stosowanie przemocy wobec dziecka - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania - Specjalistyczne badania nie wykazały także w organizmie dziecka alkoholu. Być może na ustalenie przyczyny śmierci chłopca pozwolą szczegółowe badania histopatologiczne i toksykologiczne, które już zostały zlecone przez prokuraturę.

Nie jest jednak wykluczone, że po ustaleniu przyczyny śmierci dziecka, śledczy inaczej spojrzą na to tragiczne zdarzenie. Matce grozi do lat 5 więzienia.


(j.)